Rok później.
Dziś pierwsza rocznica mojej śmierci. Nie mogę uwierzyć, że
minęło już 365 dni odkąd nie stąpam po ziemi tylko obserwuję wszystko z chmur.
Tak, poszłam do nieba i zostałam aniołem, dzięki czemu mogę czuwać nad moimi
bliskimi…
Początki były dla mnie bardzo trudne. Z trudem patrzyłam na
żałobę rodziny, przyjaciół. Jednak to Nathan najgorzej to zniósł. Był czas, że
przez prawie pół roku odwiedzał mój grób za każdym razem przynosząc mi
pojedynczą, białą różę, a raz w tygodniu czerwoną. Spędzał na cmentarzu długie
godziny prowadząc sam ze sobą monolog. Mówił wtedy jak cierpi, jak tęskni i jak
bardzo mnie kocha. Mówił o swoich uczuciach, emocjach, że przyjaciele nie
potrafią uszanować jego smutku, że pragnie samotności. Czasami fantazjował jak
by było, gdybym nadal żyła, gdzie by mnie zabrał. Nieraz widziałam łzy płynące
z jego pięknych zielono-niebieskich oczu. Zawsze miał przy sobie mój pamiętnik,
którego wpisy już znał na pamięć. Dopiero po upływie pół roku powoli zaczął
wracać do normalnego życia, zaczął normalnie funkcjonować. Wraz z zespołem
zacząć ponownie koncertować, częściej się uśmiechał, wróciło też jego poczucie
humoru, żartował. Tego mi brakowało. Jego uśmiechnięta twarz była wszystkim
czego potrzebowałam, co pragnęłam ujrzeć. Była lekarstwem na wszystko.
Rodzice również długo nie mogli się pozbierać po mojej
śmierci. Przychodzili na cmentarz kiedy tylko mogli, zawsze zabierali ze sobą
Mike’a, mojego młodszego braciszka. Pamiętam, że zawsze się denerwował jak tak
do niego mówiłam. Z czasem ból po stracie bliskiej osoby zmalał, wrócili do
normalności. Przychodzili już znacznie rzadziej ale nadal wiedziałam, że o mnie
pamiętają. Mike czasami odwiedzał mnie sam. Dzielił się wtedy ze mną swoimi
problemami w szkole, a z czasem zaczął opowiadać o swoich zauroczeniach
dziewczynami. Jego rumieniec, który pojawiał się wtedy na jego policzkach był
przeuroczy. Rodzice postanowili bardziej troszczyć się o więzi rodzinne oraz
zostali zawodową rodziną adopcyjną – adoptowali kolejne dzieci. Tym razem były
to bliźniaczki w wieku 5 lat, Lilly i Keith. Dziewczynki były cudowne, aż mi
się smutno zrobiło, że osobiście ich nie poznam. Ale cieszyłam się, że wszystko
wraca do normy.
Eleanor też była moim częstym gościem. Jako jedyna nie
zamierzała wrócić do normalnego życia. Ciągle powtarzała, że to ona powinna
leżeć w tym grobie, nie ja. Zdarzyło się, że nawiedzały ją myśli samobójcze. Na
szczęście zawsze zdążyłam jej je wyperswadować. Nie mogłam pozwolić, żeby
umarła. Miałam względem niej plan, który powinien ją w przyszłości
uszczęśliwić.
Max, Tom, Siva, Jay wraz z Michelle, Kelsey, Jessicą i
Nareeshą zawsze przychodzili razem. Oni z kolei bardzo żałowali, że nie miałam
więcej czasu i, że nie mogli mnie lepiej poznać. Mówili, że przeszłam zbyt
dużo, żebym umarła, że mimo wszystko powinnam żyć. Obiecywali, że nigdy o mnie
nie zapomną.
Raz na jakiś czas, ku mojemu zaskoczeniu przyszli na
cmentarz moi prawdziwi rodzice. Towarzyszył im wtedy Tom. Wiedziałam, że po
mojej śmierci spotkali się z rodzicami, aby im podziękować, że mnie adoptowali
i zapewnili ciepło rodzinnego domu, którego oni sami z wiadomych przyczyn nie
mogli mi dać. Nadal mnie kochali, a zabierali ze sobą Toma, by choć w taki
sposób przez te kilka minut mogli pobyć razem, jako rodzina sprzed kilkunastu
lat.
- To cała moja historia – zakończyłam długą opowieść i
spojrzałam po twarzach wszystkich aniołów i aniołków w wieku 19 lat i mniej,
które słuchały mnie z wielką uwagą.
Wszystkie twarze lśniły od łez.
- Piękna historia – usłyszałam zapłakany głos – Szkoda
tylko, że bez szczęśliwego zakończenia…
- Powinnaś żyć, być ze swoim chłopakiem, rodzicami, bratem,
przyjaciółmi. Zasługiwałaś na szczęście bardziej niż ktokolwiek inny – odezwał
się inny anioł.
- To niesprawiedliwe, że Bóg Cię zabrał… - oznajmił kolejny
anioł.
- To nie zależało od Boga – odezwałam się.
Nikt się nie odezwał ale widziałam zdziwione spojrzenia
wszystkich.
- Bóg tylko pozwolił mi wybrać – zaczęłam – Albo umrę, albo
spędzę długie miesiące w szpitalu, bo moje nowe serce nie było na tyle silne
abym mogła sama normalnie funkcjonować wskutek czego i tak bym umarła, tyle, że
w okropnych bólach i męczarniach. Wybrałam natychmiastową śmierć, nie chciałam
cierpieć bólu. Nie chciałam też dawać rodzicom nowych problemów i zmartwień –
opowiedziałam.
- A Nathan, on na pewno by chciał, żebyś jeszcze żyła,
chociaż te kilka miesięcy – usłyszałam.
- Na pewno by chciał. Ale co by mi to dało? Ten czas spędziłabym
w szpitalu, a to mało romantyczne miejsce – odpowiedziałam.
- Doskonale Cię rozumiem – jeden z aniołów mnie poparł – To
smutne ale zrobiłabym to samo na Twoim miejscu.
- Dziękuję, że jednak ktoś mnie rozumie – oznajmiłam i
uśmiechnęłam się – A teraz wybaczcie, chciałabym zejść na ziemię.
Wszystkie anioły mnie przytuliły. Zeszłam na ziemię.
Dokładnie na cmentarz, poszłam na swój grób. Oczekiwałam odwiedzin dwóch osób.
Byłam bardziej niż pewna, że pojawią się chwilę przed godziną, o której
umarłam. I nie myliłam się. Pierwszy przybył Nathan, oczywiście z dziennikiem
pod ręką i bukietem czerwonych i białych róż. Kwiaty położył na pomniku, a sam
usiadł na ławeczce. Przez dłuższą chwilę spoglądał na tablicę z moim imieniem i
nazwiskiem oraz datą urodzenia i śmierci. Zaraz jego oczy zaszkliły się od łez.
Nie chciałam, żeby płakał ale nic nie mogłam na to poradzić. Wreszcie otworzył mój pamiętnik. Przeglądał
go czytając te fragmenty, gdzie pisałam o nim. Na dłużej zatrzymał się na
ostatnim, pożegnalnym wpisie. A pod nim był fragment "Iris", który Nathan wpisał zaraz po mojej śmierci:
"I oddałbym wieczność by Cię dotknąć,
Bo wiem, że w jakiś sposób mnie wyczuwasz
Jesteś najbliższa niebu, w którym kiedyś będę
I nie chcę teraz wracać do domu."
Jego lekturę przerwało przybycie Eleanor. Chłopak spojrzał na nią, a dziewczyna się speszyła.
"I oddałbym wieczność by Cię dotknąć,
Bo wiem, że w jakiś sposób mnie wyczuwasz
Jesteś najbliższa niebu, w którym kiedyś będę
I nie chcę teraz wracać do domu."
Jego lekturę przerwało przybycie Eleanor. Chłopak spojrzał na nią, a dziewczyna się speszyła.
- Przepraszam, jeśli Ci przeszkodziłam – oznajmiła cicho.
- Nic nie szkodzi, każdy może odwiedzić Louise – odparł uśmiechając
się delikatnie – Siadaj – zachęcił ją wskazując miejsce obok siebie.
Usiadła obok niego, a widząc pamiętnik zapytała, czy może go
zobaczyć. Nathan podał jej zeszyt. El znała treść ale chciała jeszcze raz
przeczytać pewne fragmenty. Po kilkunastu minutach ze łzami na policzkach oddała
zeszyt chłopakowi.
Przyglądałam się im uważnie. Widziałam Eleanor zerkającą zlęknionym
wzrokiem co jakiś czas na Natha. Wiedziałam co jest grane. Nieraz słyszałam jak
dziewczyna przeprasza mnie, że zakochała się w Nathanie, że nie chciała tego, a
przyszło to tak niespodziewanie. Nie mogłam jej zabronić tego uczucia, zresztą
mnie już nie było, umarłam i w żaden sposób nie mogłabym temu zapobiec. Jedyne
co mi pozostało to wróżyć im szczęście. Ale najpierw Nath musiał pokochać
Eleanor. Mogło to być trudne i czasochłonne ale wierzyłam, że im się uda.
Słyszałam myśli chłopaka. Ciągle wspominał chwile spędzone
ze mną. Było mi, nam ciężko. Na szczęście trwało to krótko. Po około trzech
godzinach spędzonych na cmentarzu Eleanor postanowiła już wrócić do domu. Gdy
się podniosła usłyszała głos Natha.
- Zaczekaj – poprosił ją i również wstał – Może poszlibyśmy
razem na kawę? – zaproponował.
El była zaskoczona jego pytaniem ale zgodziła się. Tak, o to
mi chodziło. To był pierwszy krok do
czegoś więcej. Ale nadal słyszałam przeprosiny dziewczyny. Musiałam dać jej
jakiś znak, że nie mam nic przeciwko, żeby się nie martwiła.
Zauważyłam pamiętnik leżący samotnie na ławce. Poruszyła
gałęziami drzew powodując podmuch wiatru, który otworzył zeszyt na ostatnim
wpisie. Wpis ów, a dokładnie ostatnie zdania głosiły, żeby dbali o swoje
szczęście i niczym się nie przejmowali. Spojrzałam na nich, czytali to. Chwilę
potem na twarzy El zagościł delikatny uśmiech, a w głowie zabrzmiało jedne
wielkie „Dziękuję”. Z kolei z myśli Nathana usłyszałam:
- Chcesz, żebym był szczęśliwy? Będę, tylko szkoda, że nie z
Tobą… Zawsze będzie mi Ciebie brakowało.
Mi też, ale ja jestem tu, a on tam.
Eleanor ze swojej torby wyciągnęła długopis i kucnęła przy
ławce wpisując do pamiętnika ważne i piękne słowa, które dokończył Nathan:
“Cause if I had to save someone, I’d still save you” (Bo gdybym miał kogoś
ocalić, wciąż byłabyś to Ty)
Podpisali się, zamknęli pamiętnik. Nathan zabrał zeszyt i
razem opuścili cmentarz kierując się na umówioną kawę. Od teraz byłam świadkiem
rodzącego się między nimi pięknego uczucia…
No i jest epilog, którym kończę to opowiadanie.
Było mi bardzo miło pisać je dla Was. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu się podobało :)
Osobiście, jestem bardzo zadowolona z niego, bardziej aniżeli z pierwszego opowiadania :)
Więc proszę o dużą ilość komentarzy ^^
Więc proszę o dużą ilość komentarzy ^^
A teraz czas się pożegnać, po raz drugi :)
Bardzo dziękuję wszystkim czytelniczkom za odwiedzanie mojego bloga i tyle miłych komentarzy, które bardzo mnie motywowały :)
Nie potrafię pisać podziękowań, więc napiszę tylko DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA!!!
♥♥♥
+ moje trzecie opowiadanie ^^
♥♥♥
+ moje trzecie opowiadanie ^^