Bardzo powoli otworzyłam oczy. Jednak szybko je zamknęłam,
ponieważ światło mnie raziło powodując tym samym ból i łzawienie. Okropnie
bolała mnie głowa, lecz co dziwne, nie bolało mnie serce. Nie czułam nic,
żadnego kłucia, czy tym bardziej bólu w miejscu, gdzie teraz z pewnością
znajdowała się brzydka rana…
Gdy tak leżałam w samotności i powoli przyzwyczajałam oczy
do światła coś mi się przypomniało. Ale, czy to był sen, czy to działo się
naprawdę? Nie, jednak to była prawda… Otóż, gdy byłam w narkozie, podczas
przeszczepu ja, jako dusza opuściłam swoje ciało. I to dosłownie. Unosiłam się
w powietrzu i widziałam wszystko, co robili lekarze. Na dodatek byłam bosa, a
na sobie miałam jakiś materiał, coś w rodzaju sukienki. Dziwne? Nawet bardzo.
Przez moment czułam się tak, jakbym już miała umrzeć. Na szczęście tak się nie
stało. W takiej postaci postanowiłam zobaczyć, co z rodzicami i przyjaciółmi.
Nie zdążyłam nawet do końca o tym pomyśleć, a już byłam z nimi na korytarzu
przed blokiem operacyjnym. To, co zobaczyłam sprawiło, że po moich policzkach
poleciały łzy.
Mama siedziała na krześle, była blada, zapłakana. W jej
lewy bok siedział wtulony Mike. Jego twarz była skupiona, a oczy wpatrzone w
jeden tylko jemu wiadomy punkt. Tata pod wpływem niepewności i oczekiwania
przemierzał korytarz. Na pewno zrobił już ładnych parę kilometrów przez tyle
godzin. W dalszej części korytarza zauważyłam Jessicę i Toma obejmujących się.
Nathan, tak samo jak mój tata chodził po korytarzu w tą i z powrotem. Z tym
wyjątkiem, że on był wkurzony, widziałam to po jego oczach. Był zły na mnie, że
nic mu nie powiedziałam, że znowu go okłamałam i zataiłam prawdę… Wreszcie
chłopak oparł się o ścianę, nerwowo spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku i
bezradny osunął się po niej na podłogę. Twarz schował w dłonie. Czyżby płakał?
Podeszłam bliżej i kucnęłam obok niego. Tak, Nathan płakał, widziałam łzy w
jego zielono-niebieskich oczach, a także na policzkach. Ten widok kompletnie
mnie zdołował. Objęłam go swoimi ramionami i zaczęłam przepraszać, chociaż
wiedziałam, że ani mnie nie usłyszy, a tym bardziej nie poczuje mojego dotyku.
Byłam w kompletnej rozsypce, po moich policzkach płynęły strumienie łez. Nie
mogłam znieść widoku ich wszystkich czekających w wielkiej niepewności na
koniec operacji. Nie mogłam patrzeć na ich ból, cierpienie spowodowane moją
osobą. Gdybym tylko mogła cofnąć czas… Inaczej pokierowałabym swoim życiem,
cierpiałoby mniej osób… Stałam tak i przyglądałam się im wszystkim, bo nie
mogłam wrócić do swojego ciała. Cierpiałam jeszcze bardziej niż oni… Na samo
wspomnienie tych wydarzeń rozpłakałam się. W żaden sposób nie próbowałam zatrzymać
słonych łez.
Ból psychiczny był jeszcze gorszy od bólu fizycznego.
Fizyczny zostawia tylko nic nie znaczące blizny na ciele, z kolei psychiczny – głębokie
i bardzo trudne w uleczeniu ślady, on nie pozwala człowiekowi racjonalnie
myśleć, normalnie funkcjonować, rozdziera serce i duszę… Właśnie tak było w
moim przypadku. Zamiast cieszyć się, że poznałam tak cudowne osoby, że mam
kochającą rodzinę, wspaniałego chłopaka ja chcę cofnąć czas tylko dlatego, by
uchronić ich przed cierpieniem. A przecież cierpienie to nieodłączny element ludzkiego
życia. Z tym jednak wyjątkiem, że niektórzy cierpią mniej, a inni bardziej. Tak
właśnie było z moimi bliskimi, oni zaliczali się do tej drugiej grupy. Jeśli
kogoś naprawdę kochamy i gotowi jesteśmy zrobić dla niego wszystko ból i
cierpienie utwierdzają nas w tym przekonaniu. Bo jak można kogoś kochać i nie cierpieć
po stracie tej osoby? Jedno wyklucza drugie. Miałam przed sobą niezaprzeczalny
dowód, że jednak coś dla nich znaczę, że nie jestem im obojętna, że zawsze będą
o mnie pamiętać i mnie wspominać. A to, czy będą wspominać w sposób pozytywny
lub negatywny zależy tylko od nas samych i od naszych działań…
Moje życie jest brutalne, usłane ciągłym bólem i
cierpieniem…. Bo kto powiedział, że życie jest zawsze kolorowe?
Moje rozmyślania nad sensem tego wszystkiego przerwali
wchodzący do sali lekarze wraz z całą świtą pielęgniarek. Bez żadnych słów
sprawdzili wszelką aparaturę do której byłam podłączona, zapisali coś w swoich
dziennikach i po prostu wyszli. Jeszcze zdążyłam zapytać jedną z pielęgniarek o
datę i godzinę oraz poprosić, by podała mi pamiętnik wraz z długopisem.
Zdawałam sobie sprawę, że pisanie po tak ciężkiej operacji może być trudne ale
nie poddawałam się, to miał być mój ostatni wpis i musiałam to zrobić. Musiałam
przelać na papier moje ostatnie wspomnienia, myśli, refleksje….
No i jest, wreszcie. Smutny? Tak miało być... Ale i tak wiem, że nie napisałam wszystkiego, czego chciałam i źle dobrałam słowa :(
+ będzie jeszcze jeden rozdział, a na koniec prolog....