Następnego dnia obudziłam się z krzykiem oraz z szybko bijącym sercem. Na czole czułam krople potu. Spojrzałam na drugą część mojego łóżka. Nikogo nie było obok mnie, a to oznaczało…
- Uff, to był tylko sen – próbowałam się uspokoić.
Nie spotkałam żadnego Nathana, żadnego Zayna, z którym jakimś cudem prawie się przespałam. Ani tym bardziej nie zakochałam się w żadnym. To tylko moja chora wyobraźnia podsuwa mi nierealne obrazy. Lekko drżącą rękę sięgnęłam po komórkę. Środa, godzina – prawie 6. No tak, dziś miałam iść do nowej szkoły... Na samą myśl przeszły mnie nieprzyjemne ciarki. Odłożyłam urządzenie na miejsce i chciałam jeszcze poleżeć ale nerwy mi na to nie pozwalały. Wsunęłam bose stopy w kapcie i poszłam do łazienki wziąć prysznic, który orzeźwił moje ciało i umysł. Owinięta w ręczniki wróciłam do pokoju wybrać ciuchy. Dziś zajęło mi to stanowczo mniej czasu niż zwykle. Zdecydowanym ruchem wyjęłam z szafy jeansy, białą koszulkę oraz biało-granatową bejsbolówke z naszytą literą L. Wróciłam do łazienki, uczesałam włosy w kucyk, delikatny makijaż i byłam gotowa. Wychodząc z niej spotkałam mamę.
- Nie śpisz już? – zapytała mnie.
- Miałam głupi sen, a teraz nerwy mnie zżerają – oznajmiłam.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze, znajdziesz nowych przyjaciół…
- Może będzie, się okaże – rzekłam i zeszłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie. Mimo tak wczesnej pory włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach, zatrzymałam się na jakimś muzycznym, gdyż właśnie leciała jedna z moich ulubionych piosenek „Wanna feel you know” Matta Pokory i Patrici Kazadi.
Usłyszałam wołanie mamy.
- Lou, śniadanie gotowe – zawołała.
Powłóczyłam do kuchni, gdzie na stole czekał na mnie omlet. Usiadłam na stołku i spojrzałam na niego z niechęcią. Nie byłam głodna, mój żołądek odmawiał posłuszeństwa. Lecz mama nie dała się ubłagać, wręcz siłą wepchnęła go we mnie. Wypiłam herbatę, ulubiony napój Brytyjczyków i pozostało mi tylko czekać aż tata podwiezie mnie do szkoły. Międzyczasie z pokoju zniosłam swoją torbę. Założyłam skaty, kurtkę, rękawiczki i opatuliłam się szczelnie szalikiem. Niecałe 10 minut później zajechaliśmy pod szkołę. Pożegnałam się z tatą i powoli wysiadłam z samochodu. Przeszłam przez ulicę i zmierzałam w stronę okazałego budynku. Weszłam głównym wejściem i, jak kazał mi tata, poszłam wprost do gabinetu dyrektora zameldować się. Mężczyzna był bardzo miły, pocieszał mnie na każdym kroku, zapewniał, że mi się spodoba. Dał mi plan zajęć i postanowił oprowadzić po szkole, na szczęście lekcje już się zaczęły. Zaczęliśmy od szatni, gdzie też zostawiłam swoją kurtkę. Przemierzaliśmy puste korytarze. W końcu dyrektor zatrzymał się przed jakimiś drzwiami.
- Tu jest twoja klasa. Wejdź, przywitaj się, a potem pójdzie z górki – uśmiechnął się i poszedł we własnym kierunku.
- Super – powiedziałam pod nosem i drżącą dłoń położyłam na metalowej klamce naciskając ją powoli.
Mówi się trudno. Zrobiłam wdech i wydech i weszłam do klasy.
- Dzień dobry – przywitałam się z nauczycielem – Jestem nową uczennicą, nazywam się Louise White – oznajmiłam.
- Witaj – rzekł mężczyzna – Cisza – zwrócił się do klasy – Przywitajcie nową koleżankę, Louise.
Rozejrzałam się po klasie, wszystkie oczy były wpatrzone we mnie.
- Możecie na mnie też mówić Lou, jak wolicie – zaproponowałam.
Postanowiłam nie być nieśmiałą i jak najlepiej się zaprezentować.
- Może jakieś pytanie? – wtrącił nauczyciel.
Kilka rąk powędrowało w górę. Byłam zaskoczona taką reakcją i mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Skąd jesteś? – pierwsze pytanie zadała jakaś dziewczyna o długich blond włosach i mocno wytapetowanej twarzy. Na pierwszy rzut oka nie wydawała się zbyt miła ale może tylko mi się zdawało.
- Przeprowadziłam się z Los Angeles… - odpowiedziałam, a w klasie rozległy się szepty zdziwienia. Też nadal dziwiłam się, co ja tu robię.
- Twoje hobby? – tym razem zapytał chłopak siedzący za blondynką.
- Jeżdżę na desce – oznajmiłam.
- Nieźle…
Odpowiadałam na pytania do końca lekcji. Chyba każdy zadał mi co najmniej jedno pytanie oprócz innej blondynki siedzącej w ławce w kącie klasy. Zauważyłam, że była raczej cicha i nieśmiała. W każdym bądź razie wykazywała najmniejsze zainteresowanie całą tą sytuacją. Pod koniec każdy z uczniów przedstawił się. Zapamiętałam, że blondynka, która pierwsza się do mnie odezwała miała na imię Eve, chłopak James, z kolei druga tajemnicza blondynka miała na imię Jessica. Było także kilka bardzo różnych imion.
Po dzwonku wyszliśmy z klasy. Na kolejną lekcję poszłam za nową klasą, mimo pomocy dyrektora jeszcze nie wszystko zapamiętałam. Przez kilka kolejnych przerw to właśnie Eve i James nie odstępowali mnie na krok. Z początku mi to nie przeszkadzało ale a czasem zadawali dziwne pytania, co mnie bardzo irytowało. Po kilku lekcjach nadeszła pora lunchu. Nowi znajomi zaprowadzili mnie na stołówkę i razem stanęliśmy w kolejce. Nadal nie miałam ochoty nic jeść, więc wzięłam tylko sok. James z Eve poszli do stolika, gdzie zapewne siedziała ich paczka. Chciałam iść za nimi, bo mnie zaprosili ale dostałam smsa. Był od Madison. Przyjaciółka napisała mi, że ma dla mnie złą wiadomość. Nie wiedziałam o co chodziło ale przestraszyłam się nie na żarty. Chciałam być sama, wzrokiem znalazłam pusty stolik i poszłam przy nim usiąść. Sączyłam sok, gdy obok mnie pojawiła się Jessica.
- Nie siedzisz z nimi? – zapytała mnie jednocześnie wskazując brodą grupę Eve i Jamesa.
- Nie, czekam na wiadomość od przyjaciółki – odpowiedziałam i w tym samym czasie dostałam smsa.
Kątem oka widziałam, że blondynka siada obok mnie ale bardziej interesowała mnie treść owego smsa.
„Widziałam Jasona liżącego się z jakąś panną…” brzmiała wiadomość.
„Mad, ja tu się zastanawiam, co się złego stało, a Ty z taką błahostką do mnie piszesz. Mówiłam Ci tyle razy, nie tworzyłam z Jasonem pary, więc on może robić co chce. Nie interesuje mnie jego życie” odpisałam. Tym razem nie dostałam już odpowiedzi. To, że od czasu do czasu całowałam się z Jasonem nie oznaczało, że jesteśmy razem. Nasz układ był raczej wolnym związkiem, w którym każdy robił co chciał i nie miał pretensji do partnera. Mój wyjazd z Los Angeles jednocześnie zakończył wszystko. On nadal był moim przyjacielem i tego się trzymałam…
- Co ona tu robi? – usłyszałam podniesiony ton męskiego głosu, który wyrwał mnie z zadumy.
Nade mną stał niezbyt wysoki chłopak z grzywką opadającą mu na czoło i patrzył na Jessicę. Po jego minie wnioskowałam, że nie jest przyjaźnie nastawiony.
- Nath, uspokój się, to nowa koleżanka z mojej klasy… - tłumaczyła Jess.
- Ale co ona tu robi? – zapytał ponownie chłopak.
- Siedzę – odezwałam się niezbyt miłym tonem – Mógłbyś być miły i nie udawać, że mnie tu nie ma – posłałam mu gardzące spojrzenie.
- Lou, on nie ma dziś dobrego humoru… - zaczęła niepewnie Jess.
- Ale to nie oznacza, że może się wyżywać na kim popadnie…
- Nie wyżywam się – przerwał mi – Sorry ale to nasze miejsce, usiądź gdzie indziej.
- Ach, jaśnie wielmożny pan wybaczy. Tylko wybrańcy mogą tutaj siedzieć ale jak widzę, coś ich mało. Zresztą, kto by chciał siedzieć z takim gburem – powiedziałam z ironią.
Wstałam, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę stolika Eve i Jamesa, którzy machali do mnie zachęcająco. Idąc przez stołówkę widziałam, jak ludzie na mnie patrzyli. No tak, jestem nowa, a już narobiłam hałasu. Grupa zrobiła mi miejsce przy swoim stoliku i każdy mi się przedstawił. Mimo początkowej niechęci do Eve w ostateczności ją polubiłam, tak samo resztę. Byli wyluzowani, zawsze uśmiechnięci, i co najważniejsze mocno trzymali się razem. Odczuwałam to po panującej między nimi atmosferze. Przez moment nawet czułam, jakbym ja też należała od bardzo dawna do ich paczki.
- Hm, mogę zapytać, kiedy masz urodziny? – zapytała niespodziewanie brunetka, Alex.
- Za dwa tygodnie – odpowiedziałam szybko.
Zauważyłam, że niektórzy wybałuszyli oczy, a James zgromił ich wzrokiem, na co oni spuścili głowy w dół. Co to miało znaczyć? Nic nie rozumiałam…
Rozległ się dzwonek informujący uczniów, że za pięć minut zacznie się kolejna lekcja. Odeszłam od stolika zostawiając grupę samą. Eve powiedziała, że spotkamy się w klasie. Jak tam sobie chcą. Szłam korytarzem szukając klasy, gdy usłyszałam za sobą wołanie.
- Lou! Poczekaj – odwróciłam się i zobaczyłam Jessicę biegnącą za mną.
Przystanęłam na moment, by dziewczyna mogła mnie dogonić.
- Chciałam Cię przeprosić za mojego brata, Nathan zwykle taki nie jest. Dziś mu trochę odbiło…
Dalej już nie słyszałam słów Jess. Skądś znałam to imię…. Przypomniałam sobie jego twarz i doznałam olśnienia. Ten Nathan to chłopak z mojego snu! – krzyczały moje myśli. Szkoda tylko, że nie był taki miły jak w tym śnie właśnie. Trudno, to w końcu była tylko moja wyobraźnia. Postanowiłam się już więcej nad tym nie rozczulać. Szłyśmy dalej korytarzem.
- Lou… – Jess zaczęła niepewnie – Nie chcę się wtrącać, lecz grupa Eve i Jamesa nie cieszy się w szkole zbyt dużą sympatią…
- Jak mam to rozumieć? – dopytałam.
- Otóż uważani są w szkole za palaczy, alkoholików i ćpunów…
- Ja tak nie uważam. Zresztą, przebywałam z nimi 30 minut i nie wyczułam żadnych fajek – oznajmiłam.
- Ja chciałam Cię tylko poinformować – broniła się Jess myśląc, że jestem na nią zła.
- Ok, dzięki za ostrzeżenie – uśmiechnęłam się do niej, odwzajemniła uśmiech.
Resztę lekcji spędziłam w jej towarzystwie. Po bliższym poznaniu mogłam stwierdzić, że dziewczyna jest naprawdę miła, opowiadała mi dużo ciekawych historii, była bardzo wygadana. Miałam teraz dowód, że ludzi nie ocenia się po wyglądzie czy pierwszym wrażeniu.
Po lekcjach wyszłam ze szkoły i poszłam na parking, gdzie czekał już na mnie tata. Wsiadając do auta kątem oka zobaczyłam Nathana i Jess przy ich samochodzie, dziewczyna mi pomachała, a chłopak nawet nie spojrzał w tą stronę.
- Lou, znalazłem halę, gdzie mogłabyś pojeździć na desce – zaczął tata przerywając panującą w samochodzie ciszę – Chciałabyś się tam wieczorem wybrać?
- Tato, jeszcze się pytasz? Jasne! – byłam szczęśliwa, wreszcie będę mogła odreagować.
Gdy weszliśmy do domu obiad już był gotowy. Potem pomogłam mamie pozmywać, a gdy skończyłyśmy pobiegłam na górę odrobić lekcje. Międzyczasie odwiedziłam portale społecznościowe, na facebooku miałam kilka zaproszeń, wszystkie od ludzi z paczki Eve i Jamesa. Właśnie chowałam książki do biurka, gdy do pokoju weszła mama.
- Kochanie, zejdź do salonu, chcemy porozmawiać – poprosiła i uśmiechnęła się.
- Już idę – oznajmiłam i zeszłam na dół.
Usiadłam na kanapie i czekałam, o czym rodzice chcą ze mną rozmawiać.
- Za dwa tygodnie kończysz 18 lat i chcieliśmy zapytać, czy chcesz coś zorganizować z tej okazji – zaczął tata.
- To znaczy, poznałam dziś kilka fajnych osób i myślę, że jeśli miałabym coś zorganizować to byłoby to spotkanie w małym gronie i odbyłoby się w weekend. Ale jeszcze się nad tym zastanowię – rzekłam.
- Dobrze, jak zdecydujesz, powiedz – powiedziała mama.
- To w takim razie, jedziemy? – przypomniał mi tata.
- Tak, tak! Już idę po deskę.
Przytuliłam mamę i tatę i pobiegłam do pokoju po swoją deskę. Gdy schodziłam rodzice byli już prawie ubrani. Szybko wciągnęłam buty, kurtkę, szalikiem owinęłam szyję. Z deską pod ręką wyszłam z domu i wsiedliśmy do samochodu. Po drodze na halę tata podwiózł mamę do centrum handlowego.
Zaparkowaliśmy przed dużym budynkiem. Weszliśmy do środka. Kurtkę zostawiłam w szatni i weszłam drzwiami na salę, a tata poszedł na trybuny. Gdy zamknęłam za sobą drzwi zaparło mi dech w piersi. Pomimo wielu ramp i innych rzeczy nadal wszędzie było bardzo dużo przestrzeni. Jak też i ludzi, przeważnie chłopaków. Ta hala była największą jaką widziałam do tej pory.
Wskoczyłam na deskę i ruszyłam na zwiady. Kilka ramp było naprawdę świetnych. Przetestowałam wszystkie z wyjątkiem jednej, na której właśnie stałam przygotowując się do zjazdu. Ustałam na desce i delikatnie przechyliłam się do przodu. Po kilku sekundach czułam powiew powietrza na twarzy i we włosach. Chciałam ten zjazd zakończyć w wielkim stylu, lecz nie było mi to dane. Ni stąd, ni zowąd na mojej drodze pojawiła się inna postać na deskorolce.
- Uwaga! – krzyknęłam ale było już za późno.
Z zamkniętymi oczami wpadłam na nieznaną postać. Czułam jak się przewracamy, a potem turlamy po ziemi. Zatrzymaliśmy się wreszcie.
- Nic Ci nie jest? – usłyszałam męski głos gdzieś pod sobą i czyjeś dłonie na swoich ramionach.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leżę na nieznajomym chłopaku. Nie widziałam dobrze twarzy chłopaka, gdyż część jej zasłaniała czapka.
- Nie, a Tobie? – zapytałam i zsunęłam czapkę z jego twarzy.
Uśmiechał się ale gdy spojrzeliśmy sobie w oczy, uśmiech zniknął z jego twarzy.
- To Ty? – zapytaliśmy jednocześnie.
To był Nathan, ten sam chłopak z mojego snu i ten sam chłopak, który naskoczył na mnie na szkolnej stołówce. Szybko zeszłam z niego i usiadłam obok. Złapałam swoją deskę zobaczyć, czy jest cała. Niestety, była złamana. Nathan podniósł się i też obejrzał swoją deskę, po czym podszedł do mnie i wyciągnął rękę, by pomóc mi wstać.
- Sorry, to moja wina. Nie zauważyłem Cię – tłumaczył się.
- Nie pierwszy raz dziś – oznajmiłam z ironią i chwyciłam wyciągniętą dłoń.
Stanęliśmy naprzeciw siebie.
- Nadal się wściekasz? – dopytywał.
- Bingo! – zawołałam zła – Już nic tu po mnie, spadam – rzekłam. Odwróciłam się i odeszłam od niego.
Poczułam, że łapie mnie za rękę.
- Czego? – zapytałam.
- Jeszcze raz przepraszam za to – powiedział wskazując na moją deskę.
Nic nie odpowiedziałam i zabrałam swoją dłoń. Gdy odeszłam kilka kroków usłyszałam jeszcze jego wołanie.
- I za to na stołówce też przepraszam!
Nie odwróciłam się i nic nie powiedziałam, lecz na moich ustach zawitał uśmiech. Opuściłam halę. Tata już na mnie czekał.
- Nic Ci nie jest? – zapytał. Czyli widział mój upadek.
- Nie, tylko deska się złamała – oznajmiłam ubierając się – Wracajmy już.
.jpg)






