czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 15.


Po lekcjach w piątek wraz z Jessicą udałyśmy się do biblioteki. Musiałyśmy poszukać starych legend dotyczących Wielkiej Brytanii, a potem w jak najciekawszy sposób zaprezentować jedną z nich. Po długich poszukiwaniach i naradach wybrałyśmy legendę o potworze z Loch Ness. Gdy opuściłyśmy bibliotekę wokół już było ciemno, był wieczór. Czasami ulicą przejechał jakiś samochód, natomiast chodnikiem nie spacerował żaden człowiek.
- Jess, zadzwoń po któregoś chłopaka – poprosiłam – Nie uśmiecha mi się wracać o tej porze pieszo.
- Wyluzuj, nie ma czego się bać – zapewniała mnie Jess – Jeszcze nie ma 19, a poza tym spacer dobrze nam zrobi.
- Ok, niech będzie – niechętnie przystałam na jej propozycję i ruszyłyśmy z buta do domu chłopaków.
Podczas spaceru rozmawiałyśmy, żartowałyśmy. Byłyśmy już prawie na osiedlu, gdy minął nas czarny samochód z przyciemnianymi szybami i zatrzymał się kilka metrów przed nami. Nie wiem jak Jessicę ale dopadło mnie wrażenie, że coś jest nie tak, że wydarzy się coś złego.
- Jess, może pójdziemy inną drogą? – zapytałam cicho tym samym zwalniając kroku.
- Czyli nie tylko mi nie podoba się ten samochód? – zapytała niepewnie blondynka, przytaknęłam.
Ale zanim zdążyłyśmy cokolwiek zrobić drzwi auta otworzyły się i wyskoczyło z niego dwóch mężczyzn, byli napakowani. Podbiegli do nas.
- Zajmiesz się blondyną – usłyszałam rozkaz wyższego mężczyzny.
Boże, oni chcieli porwać Jessicę! Wyższy facet złapał mnie za nadgarstki odciągając od przyjaciółki, kiedy niższy próbował ją obezwładnić i wciągnąć do samochodu. Nie mogłam na to pozwolić! Zaczęłam się wyrywać, krzyczeć ale szybko tego pożałowałam. Facet ów bardzo mocno mnie spoliczkował. Na chwilę zamroczyło mnie to, a gdy odzyskałam świadomość ujrzałam Jess siedzącą już w aucie.
- Szefie! – zawołał drugi facet.
Mój napastnik puścił mnie i popchnął na ziemię, po czym ruszył szybkim krokiem do auta. Za wszelką cenę musiałam pomóc Jessice. Pomimo zawrotów głowy i bólu serca podniosłam się, albo ją uratuję albo umrę. Pobiegłam za mężczyzną i podcięłam go. Legł jak długi na ziemi. Nie wahając się ani chwili usiadłam mu na plecach i zaczęłam okładać go pięściami po głowie. Jednak drugi widząc co się dzieje podbiegł do mnie i zepchnął mnie ze swojego szefa i przytrzymał za ręce. Tamten podniósł się. Spojrzał na mnie pogardliwie, widziałam jak zaciska pięści, a chwilę potem ponownie mnie uderzył raz i drugi.
- Myślałaś, że sama dasz sobie ze mną radę? – zakpił.
Nic nie powiedziałam, w głowie czułam tylko mocny, pulsujący ból i krew spływającą mi po policzku i z nosa. Już nie wspomnę o okropnym bólu serca…
Mężczyźnie widocznie było jeszcze mało, bo zanim się zorientowałam uderzyłam plecami o drzewo. Usłyszałam jeszcze trzaskanie drzwiami i odgłos silnika. Byłam bliska omdlenia i chętnie bym to zrobiła ale Jess, nie mogłam jej tak zostawić na pastwę losu porywaczom. Ostrożnie podniosłam głowę i spojrzałam w stronę auta. Nadal stało w miejscu, przez szybę widziałam, jak Jessica próbuje stawić im opór. Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ewentualnie mi się przydać. Mój wzrok padł na przedmiot leżący w miejscu, gdzie jeszcze kilka minut temu leżał mój oprawca. Powoli podczołgałam się do tego miejsca. Wtem moim oczom ukazał się pistolet. Lecz mimo wszystko nie strzelę do człowieka, nie będę morderczynią. Gdy mój mózg pracował intensywnie myśląc, co z tym zrobić samochód wreszcie ruszył. Spanikowałam, jeśli odjadą… Nawet nie chciałam dopuszczać do siebie żadnego scenariusza.
I w tej chwili zadziałał impuls, który kazał mi strzelać do kół auta. Niewiele myśląc wzięłam w dłoń metalowy przedmiot i wycelowałam. Nacisnęłam na spust i po okolicy rozległ się donośny huk. Chwilę potem dało się słyszeć pisko opon. Trafiłam! Potem były już ułamki sekund, auto wpadło w poślizg i uderzyło w latarnię. Z silnika buchnęły kłęby dymu. Teraz albo nigdy. Ostatkiem sił podniosłam się i chwiejnym krokiem ruszyłam w tamtym kierunku. Widziałam, że jeden z nich stracił przytomność w wyniku zderzenia samochodu z latarnią. Natomiast drugi, kierowca próbował wysiąść z auta. Podeszłam od strony kierowcy, otworzyłam drzwi i wcześniej zabranym kamieniem uderzyłam go w kark, zemdlał. Pomogłam wysiąść Jess i razem odeszłyśmy na chodnik.
- Obiecaj mi tylko, że nie pozwolisz zabrać mnie do szpitala… - wydusiłam z siebie i odpłynęłam.
Ocknęłam się. Nadal w całym ciele czułam silny, przeszywający ból, czułam jak każdy nerw jest spięty. Powoli otworzyłam oczy, lecz szybko je zamknęłam, gdyż ujrzałam wokół czerwono-niebieskie migające światło. Policja, pomyślałam.
- Lou? Lou, proszę, ocknij się! – usłyszałam płaczliwy głos Jessici.
- Jess… - szepnęłam.
- Musimy zabrać ją do szpitala – usłyszałam nad sobą inny głos.
- Nie, nie możecie – zaczęła Jess – Poleży chwilę i jej przejdzie, to silna dziewczyna.
Leżałam na ziemi jakieś pół godziny zanim zdecydowałam się wstać. W głowie mi szumiało, a przed oczami obrazy wirowały.
- Muszę zabrać Was na komisariat – oświadczył jeden z funkcjonariuszy – Złożycie zeznania.
Cóż, nie protestowałyśmy i wsiadłyśmy do policyjnego wozu. Czułam się jakbym to ja popełniła przestępstwo…
W komisariacie spędziłyśmy około dwóch godzin… Te wszystkie procedury, pytania, jednym słowem koszmar. Moja komórka nie przestawała dzwonić. W szczególności imiona Nathana i Toma pojawiały się na moim wyświetlaczu, nie odebrałam żadnego połączenia, a wreszcie wyłączyłam komórkę dla świętego spokoju. Wiem, że się martwili, już dawno powinnyśmy być z nimi ale wyszło jak wyszło. Musiałam nas ratować. A wszystko przez Jessicę, zachciało jej się spaceru po nocy… Ale nie będę jej obwiniać, w końcu skąd miałyśmy wiedzieć, że ktoś spróbuje ją porwać.
Wreszcie policjanci dali nam na dzisiaj spokój. Teraz pragnęłam tylko położyć się do łóżka, zapomnieć o tym wieczorze. Chciałam również, aby moje serce wreszcie przestało mnie boleć, by się uspokoiło.
- Dlaczego nie chciałaś jechać do szpitala? – zapytała cicho Jessica, gdy odeszłyśmy troche od posterunku policji.
- Gdybym się tam znalazła od razu wzięli by mnie pod nóż. Chcieliby przeprowadzić operację, a dla mnie oznaczałoby to koniec, definitywny koniec… - odpowiedziałam.
Jessica na te słowa przytuliła mnie.
- Zadzwonię po Jaya, żeby po nas przyjechał – oznajmiła.
Ja w tym czasie, gdy blondynka szukała komórki rozejrzałam się wokół. Za jednym z drzew coś mi przemknęło. Przeczuwałam kolejne kłopoty. Jeszcze raz spojrzałam w tamta stronę. Teraz byłam już pewna, ktoś tam stoi i nas obserwuje. Jessica właśnie rozmawiała z Jayem.
- Nie ma czasu na rozmowy – przerwałam jej i zakończyłam połączenie – Nie zwracaj na nic uwagi i kiedy Ci powiem masz jak najszybciej biec do domu chłopaków, zrozumiano? – ostrzegłam ją drżącym głosem.
- Ale o co chodzi? – zapytała również przestraszona.
Po raz ostatni zwróciłam wzrok w stronę drzewa. Powoli zaczęła wyłaniać się zza niego wysoka postać.
- Myślałyście, że tak łatwo Wam to ujdzie? – zadrwił mężczyzna.
 Zaraz za nim pojawił się następny. Co to miało być? O co im chodzi? Chcą porwać Jess dla okupu? Czy może chodzi im o zemstę? Nie ważne, ważne było to, że musiałyśmy znowu walczyć o wolność. Powoli zaczęłyśmy się cofać.
- Biegnij ile sił i nie zatrzymuj się, nawet jeśli będę Cię o to prosić, jasne? Będę biegła za Tobą, musisz nas zaprowadzić do domu – zapytałam szeptem ale nie czekałam na odpowiedź – Teraz! – krzyknęłam.
Jessica pędem ruszyła przed siebie, a ja za nią. Słyszałam kroki za sobą, biegli za nami. Moje myśli krzyczały nad okropieństwem tego wieczoru. Co ja zrobiłam, że teraz muszę uciekać przed jakimiś psycholami? Czym zawiniłam? Jakbym jeszcze miała za mało zmartwień…
Wnet poczułam, że jeden z nich łapie mnie za nadgarstek i ciągnie do tyłu…



OMG, przesadziłam z tym rozdziałem...


20 komentarzy:

  1. co za akcja...
    nie no, super :P
    czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow ... no aż tyle przeżyć jednego wieczoru ...
    Cudo ^^
    Nie mogę się doczekać następnego ;D
    Pisz szybko next i weny ;****

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże zajebiste <33
    Brak mi słów :)
    Pisz szybko następny <33
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Szok!
    Normalnie zatkało mnie...
    Jesteś genialna!
    Ale Ty i tak o tym wiesz ;)
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja piernicze ale czad !!!
      Boze jaka akcja ale o co im chodziło ?
      Biedna Lou ;(
      Nie przesadziłaś pisz następny

      Usuń
  5. Ej nie no ! O co im chodziło ?
    Nie potrafię znaleźć słów na ten rozdział!
    A nie czekaj...znalazłam! :D
    Zajebisty, przerażający, trzymający w napięciu, genialny !
    Nie... ja chcę nexta!! Dawaj mi nexta!
    Dłużej nie wytrzymam !! xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :)
    dzieje się
    ale czego oni chcą ?
    pisz szybko następny

    OdpowiedzUsuń
  7. wcale nie przesadziłaś, kochana ;*
    bo rozdział jest wspaniały ;*
    cały czas nie mogę przestać myśleć, o co im chodziło ^^
    dawaj szybko kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. gdzie przesadziłaś?! O.o nie widzę! xd
    kocham takie tematyki rozdziałów :D tak mi wtedy serce wali, jak czytam ^^ w przypadku tego rozdziału też tak było :D
    szybko next! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. boskie <3
    zapraszam do mnie gdzie ukazała sią 20 część opowiadania
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. to jest to.oo <3
    ten dreszczyk po plecach gdy się to czytało ;)
    kobito masz talent ;d
    pisaj next bo się nie doczekam!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Mega boskie <3333333333
    Czekam na next'a :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super rozdział! Jest ekstra tak jak jego autorka ;)
    Czekam na następny ! Proszę, dodaj go jak najszybciej bo ja już nie mogę doczekać się co się stanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O losie...
    Ale mocna akcja była!
    Ale dlaczego oni ją gonią?
    Co one im takiego zrobiły?
    Tyle przeżyć jednego wieczoru?!
    Ja bym tak nie mogła.
    Cały czas się bałam, że biedne serce Lou nie wytrzyma, a najbardziej to na samym końcu, kiedy kazała Jessice biec, a potem sama pobiegła za nią.
    Mam nadzieję, że to się dobrze skończy. :D
    Pisz szybko następny, bo nie wyrobię! xxx
    ;******

    OdpowiedzUsuń
  14. kochaaaaamcie11 maja 2012 23:15

    jezu dawaj nastepny bo zemdleje haha <3 kckckck

    OdpowiedzUsuń
  15. jaaaaaaaaacieeee , porwanie ?
    matkooo ...

    pisz szybko następny , bo się nie mogę doczekać co się dalej stanie .
    a tak wgl ten rozdział jest boski , nieziemski ^^ ; * <3

    OdpowiedzUsuń
  16. ożeszkurwajapierdolezajebistoś dawaj nexta !!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. zaj*bisty rozdział! już nie mogę się doczekać następnego!
    Weny, kochana, weny!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaczepisty rozdział!
    Kiedy następtny?!
    już go nie mogę się doczekać!
    Weny, kochana!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejejeje. (: uwielbiam twoje opowiadanie. <3 Kocham Cię za nie, awww. ;*
    z ciecierpliwością czekam na kolejną notkę. (: ! Przeczytałam całe za jednym razem i się zakochałam. <3 // Pyśka. :333

    OdpowiedzUsuń