- Louise! Wstawaj! Czas od szkoły – usłyszałam za drzwiami wołanie mamy.
- Hmm… - mruknęłam bardziej do siebie niż do mamy.
Wsunęłam rękę pod poduszkę, gdzie zawsze chowałam telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, który poinformował mnie o dniu i godzinie.
- Poniedziałek, jak ja nie lubię poniedziałków… – jęknęłam.
Nadal odczuwałam zmęczenie po sobotniej 18-tkowej imprezie. Choć całą niedzielę przespałam. Sama się sobie dziwiłam jak poprzedniego dnia na własnych nogach wróciłam do domu nie budząc przy tym rodziców. Z tego co zapamiętałam, nie szczędziłam sobie alkoholu, a potem zapewne urwał mi się film.
- W szkole się wszystkiego dowiem – pomyślałam i uśmiechnęłam pod nosem.
Dochodziła 7, kiedy ociągając się zwlekłam się z łóżka. Najpierw poszłam prosto do własnej łazienki. Wzięłam zimny prysznic, który orzeźwił mój umysł i ciało. Mimo tak wczesnej pory termometry w Los Angeles wskazywały trochę poniżej 20oC. Dla mnie taka pogoda była idealna. Nie wyobrażałam sobie nawet, że mogłabym mieszkać w Anglii czy innym kraju, gdzie całym rokiem jest marna pogoda. Lubiłam, gdy ciepłe promienie słońca muskały moją, już i tak opaloną skórę.
Po prysznicu umalowałam się delikatnie, by makijaż nie spływał po mojej twarzy. Włosy spięłam w kok. Następnym krokiem był ubiór. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją niechętnie. Strój był moim odwiecznym problemem. Po dłuższym zastanowieniu i bezsensownym wgapianiu się w szafę wybrałam czarne szorty, biały top, do tego niebieską koszulę w kratę wiązaną pod biustem. Brakowało mi jeszcze butów. Ich wybór zajął mi znacznie mniej czasu – wyjęłam z szafki białe Nike’i. Już miałam je zakładać, gdy o czymś sobie przypomniałam.
- Skarpetki. O czym ja myślę? – zapytałam siebie, po czym z szuflady wyjęłam białe stópki również z logiem Nike.
- Nie, to było złe pytanie – po chwili ponownie rozmawiałam sama ze sobą – A może o Jasonie… - rozmarzyłam się.
Tak naprawdę Jason jest moim przyjacielem, przystojnym przyjacielem – blondyn, ciemne niebieskie oczy, wysportowany. Mogę to sobie wmawiać 1000 razy dziennie ale i tak ludzie ze szkoły mówią, że między nami jest jakaś chemia skoro się całujemy. Tak, całujemy jeśli tylko mamy na to ochotę ale nie jesteśmy parą, nic z tych rzeczy. Razem doszliśmy do wniosku, że taki układ będzie lepszy. Nikt nie będzie zazdrosny, nie będzie sprawdzał drugiej osoby.
Z myśli wyrwał mnie krzyk, tym razem tata mnie wołał.
- Lu! Jak się nie pośpieszysz to Cię nie podwiozę – usłyszałam z dołu.
To była dobra motywacja, abym szybko zebrała się do szkoły. Z fotela zabrałam torbę z książkami i zbiegłam po schodach. Będąc w kuchni zabrałam z talerza tylko jedną kanapkę, wypiłam sok. Pocałowałam mamę w policzek i już miałam wychodzić, gdy mnie zatrzymała.
- Louise, po lekcjach przyjdź od razu do domu. Chcemy z tatą z Tobą porozmawiać – poinformowała mnie.
- Mówisz to tak, że zaczynam się bać – zrobiłam „kwaśną” minę.
- Nie masz czego – pocieszyła mnie – Pamiętaj, po lekcjach od razu do domu.
- Jasne mamo – przytuliłam ją i pognałam do samochodu, jeszcze by tego brakowało, żebym musiała pieszo śmigać do szkoły.
Kilkanaście minut później tata zatrzymał się przed szkołą. Jego również ucałowałam w policzek, zresztą jak codziennie rano i opuściłam auto. Przed szkołą czekał już na mnie Jason, na widok którego automatycznie załączył mi się uśmiech oraz Madison, moja najlepsza przyjaciółka. Gdy do nich podeszłam chłopak od razu objął mnie ramieniem i musnął moje wargi. Nie wiem czym było to spowodowane ale kolana się pode mną ugięły. Ale nie, nie kocham go.
- Dosyć tych czułości – upomniała nas Madison – Spójrz tylko na te dziewczyny, wyglądają jakby chciały Cię zabić samym spojrzeniem – zwróciła się do mnie i zaśmiała.
Rozejrzałam się wokół. Miała rację. Ot tak całuję się z najprzystojniejszym facetem w szkole, nie, to wcale nie jest dziwne i wcale mi nie zazdroszczą. Uśmiechnęłam się do przyjaciół. Właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek oznajmiający początek zajęć. Z nietęgimi minami rozeszliśmy się do klas. Jason poszedł w innym kierunku, gdyż był rok starszy. Spojrzałam za nim tęsknym wzrokiem ale Mad pociągnęła mnie za rękę i weszłyśmy do klasy zajmując swoje miejsca na końcu.
Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie. Bądź co bądź musiałam przetrwać w szkole 7 godzin. Dobrze się uczę ale za samym budynkiem i plastikami, które uczęszczają do tego collegu nie specjalnie przepadam. Z kolei inne dziewczyny równie dobrze mogłyby mnie także nazwać plastikową lalką. Mam same drogie ciuchy, dbam o wygląd, bawię się facetami. Ale nie do przesady. Skoro już mowa o moich cechach. Skromnością też nie grzeszę. Jestem wyjątkowa w porównaniu z większością dziewczyn w Los Angeles. Uprawiam sport wyczynowy, czyli jazdę na desce. Inne panny prędzej by się zapłakały bojąc się o swoje paznokcie, makijaż czy też włosy niż by miały chociażby wejść na salę gimnastyczną. Po prostu żenada. Jestem Amerykanką jak wszyscy tutaj ale rodzice inaczej mnie wychowali. I to im zawdzięczam to, kim jestem. Tak, zdarza mi się ostro zabalować. Zdarza mi się być wredną suką, jeśli nie chcę, aby ktoś wszedł mi na głowę, czy mną dyrygował.
Siedziałam tak na każdej lekcji i myślałam, jak pieniądze mogą zawrócić w głowach. Oczywiście nie tyczyło się to wszystkich. Wreszcie moje rozmyślania przerwał dzwonek oznajmiający koniec lekcji.
- Wreszcie… - usłyszałam ulgę w głosie Madison – Wpadniesz do mnie teraz? – zapytała mnie, gdy wychodziłyśmy ze szkoły.
- Nie mogę, mama prosiła, żebym od razu przyszła do domu. Rodzice mają sprawę – oznajmiłam, a chwilę potem poczułam na karku delikatne wargi. Przeszły mnie miłe dreszcze.
- Tyle razy Wam mówiłam, że bylibyście idealną parą ale kto mnie słucha – Mad udała obrażoną, pomachała mi i Jasonowi i poszła do domu.
- To jak, idziemy do mnie? – szepnął mi do ucha blondyn.
- Miałam już taką propozycję – postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
- I?
- Odmówiłam…
- Nie mogło być inaczej – wyszczerzył się w uśmiechu.
- Ale szczerze, muszę wracać do domu. Rodzice mają sprawę – powiedziałam wreszcie, a on zrobił smutną minę – Uśmiechnij się – poprosiłam i pocałowałam go namiętnie.
Pozwolił mi odejść ale pod warunkiem, że wieczorem się odezwę. Pożegnaliśmy się i każde poszło w swoją stronę.
Szybko wróciłam do domu. Rodzice już na mnie czekali. Zasiedliśmy do stołu. Podczas obiadu nikt nic nie mówił. Taka był zasada w naszym domu. Potem zaoferowałam się, że pozmywam naczynia, więc poszłam do kuchni i zaczęłam swoją pracę. Kilka minut później siedziałam już z mamą i tatą w salonie.
- O czym chcieliście ze mną porozmawiać? – zapytałam.
W ich oczach widziałam niepokój, czyli miałam się czegoś obawiać, tyle, że nie wiedziałam czego.
- Wiesz, że tata ma świetną pracę, której jest w zupełności oddany. Jest najlepszym pracownikiem, więc szef postanowił dać mu awans – zaczęła moja mama.
Mówiła tak poważnym tonem, że się bałam, naprawdę się bałam.
- Zmuszeni jesteśmy opuścić Los Angeles i udać się do Londynu. Przeprowadzamy się za dwa tygodnie – wypalił bez zastanowienia tata i spojrzał na mnie czekając na moją reakcję.
- Co?! – zapytałam z niedowierzaniem i podniesionym głosem – Jak do Londynu? Jedziemy tam, gdzie całym rokiem jest okropna pogoda? – byłam bliska załamania nerwowego – Zrozumiałabym, gdy byłaby to Hiszpania, czy jakiś inny ciepły kraj ale żeby od razu Anglia?
- Kochanie, wiemy, że Ci ciężko ale to dla taty jedyna taka okazja. Popatrz na to w pozytywny sposób. Potraktuj to jako kolejną podróż za granicę. Będziesz miała szansę poznać nowe obyczaje, nowych ludzi – próbowała pocieszyć mnie mama.
- Idę do pokoju… - szepnęłam.
Powoli pokonałam stopnie na piętro i zamknęłam się w swoim pokoju.
- Ja nie chcę… - powiedziałam do siebie – Zostawię przyjaciół… I gdzie ja będę jeździć na desce? – po czym rozpłakałam się.
Nie byłam przeciwniczką przeprowadzek ale, żeby od razu Anglia… Nie mogłam tego przeboleć.
Od tej chwili moje uporządkowane i spokojne życie miało ulec gwałtownym zmianom. Jednak jak się potem okazało nie były to tylko zmiany, moje życie uległo wywróceniu do góry nogami…
Prolog dedykuję Weer, gdyż już sama jej obecność na gadu bardzo mnie motywowała ;)
Dziękuję Kochana ;****
Jest prolog, jak może zauważyliście, zmieniłam sposób pisania.
Mam nadzieję, że się spodoba ;)
Zapowiada się ciekawie!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :*
Hmmm ... początek ciekawy
OdpowiedzUsuńczekam na ciąg dalszy
Yhym... bardzo fajnie się zapowiada! :P
OdpowiedzUsuńTak więc czekam na kolejne!
<3
Super !Kolejne świetne opowiadanie w Twoim wykonaniu :D
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie i już teraz Twoja twórczość jest na mojej liście ulubionych :P :)
Normalnie Cię Kocham :* Dużo weny życzę... i dodaj szybko nexta :D
no pewnie, że się podoba i to baardzo baaaaardzo ♥
OdpowiedzUsuńdawaj szybko next :D
Bardzo mi się podoba. ♥♥♥
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. ;D
<3
<3<3<3
OdpowiedzUsuńNexta Nexta Nexta!
Kolejne bardzo dobre opowiadanie, które mnie zaciekawiło
OdpowiedzUsuńCzekam na rozwój wydarzeń
- hilal :)
Bardzo ciekawe opowiadanie! Z chęcią i zaciekawieniem będe sledziła losy Louise! Nie moge się doczekać!
OdpowiedzUsuńtyyy , ja już to kocham , bardzo kocham <333
OdpowiedzUsuńi nie masz naprawdę za co dziękować ;*
widocznie moja gadanina się czasami przydaje ;P
Zapowiada się ciekawie. ;D
OdpowiedzUsuńczekam na next! ;D
Zapowiada się świetnie!; * Czekam na neeexxt! < 3
OdpowiedzUsuń