sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 11.

Powoli otworzyłam oczy. Leżałam we własnym łóżku, nadal odczuwałam zmęczenie ale nie aż tak duże jak poprzedniego wieczora. Kątem oka zauważyłam Nathana siedzącego na kanapie i chowającego twarz w dłoniach.
- Nath? – szepnęłam.
Chłopak automatycznie spojrzał w moim kierunku, a po chwili siedział obok mnie na łóżku. Przez kilka dobrych chwil przyglądał mi się uważnie.
- Jak się czujesz? – zapytał w końcu.
- Znacznie lepiej… - odpowiedziałam i dopiero teraz zobaczyłam jego zaczerwienione oczy – Nath, Ty płakałeś…
- Nie…
- Kłamiesz – przerwałam mu.
Patrzyliśmy sobie w oczy i Nathan w końcu odwrócił się ode mnie. Po jego policzku spłynęła samotna łza. Od razu usiadłam i położyłam rękę na jego ramieniu ale chłopak odsunął się. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwał Nath.
- Ja…  słyszałem rozmowę Jessici z twoją mamą… - gdy wypowiedział te słowa na jego i moich policzkach pojawiły się łzy wielkości ziarnek grochu – Dlaczego mi nie zaufałaś? – zapytał przez łzy, w jego głosie wyczuwałam pretensje.
- Myślałam, że tak będzie lepiej…
- Źle myślałaś! Gdybyś powiedziała na początku wszystko inaczej by się potoczyło!
- Masz rację! – również podniosłam głos – Przynajmniej miałabym pewność, że się we mnie nie zakochasz! Bo jaki sławny piosenkarz chciałaby chorą dziewczynę! – krzyczałam przez łzy – Szkoda twojego wysiłku! Nie chcę Cię znać, żałuję, że Cię poznałam! A teraz wynoś się!
Nie zwlekał długo, szybko wyszedł z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Gdy zniknął wtuliłam twarz w poduszkę i płakałam. To była wszystko moja wina, zawaliłam po całej linii, zraniłam go… Jestem idiotką!
Nie wychodziłam z pokoju przez cały dzień, nic nie jadłam mimo usilnych próśb mamy, nie chciałam z nikim rozmawiać, nie odbierałam telefonów od Jess. Byłam załamana, miałam dość tego wszystkiego. Dlaczego to nie może się już skończyć, ile muszę jeszcze czekać?!
Pod wieczór postanowiłam iść na spacer, miałam nadzieję, że to pomoże mi uspokoić skołatane nerwy.
- Idę się przejść – poinformowałam rodziców, założyłam adidasy i kurtkę i wyszłam uprzednio sprawdzając, czy nie zapomniałam komórki i pieniędzy.
Na szczęście nie było ciemno. Ruszyłam do pobliskiego parku, gdzie bardzo długo spacerowałam. Nie obchodziło mnie ile czasu minęło. Delektowałam się ciszą i świeżym powietrzem. Po dwóch godzinach miałam wracać, żeby rodzice się nie denerwowali. Właśnie wychodziłam z parku, gdy ktoś na mnie wpadł przewracając mnie.
- Nic Ci nie jest? – usłyszałam zdenerwowany i zasapany męski głos.
Spojrzałam na nieznajomego. Ujrzałam przed sobą chłopca, na oko miał nie więcej niż 16 lat. Wyciągał do mnie rękę.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię – zaczął się tłumaczyć, gdy pomógł mi wstać.
- Nic się wielkiego nie stało – oznajmiłam i wymusiłam uśmiech.
Widziałam, że chłopiec był zdenerwowany. Raz po raz rozglądał się wokół, jakby czegoś się obawiał. Na ramieniu miał dużą torbę, a pod okiem limo.
- Jeszcze raz przepraszam – rzekł – A teraz musze już iść – oznajmił, odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie.
Nie wiem czemu ale miałam dziwne wrażenie, że coś jest nie tak, musiałam zareagować. Czułam, że ten chłopak jest mi bliski.
- Zaczekaj! – zawołałam i dogoniłam go – Co Ci się stało? – zapytałam od razu wskazując na jego policzek.
- Nic wielkiego – wyraźnie unikał odpowiedzi.
- Skąd dałeś nogę? – zadałam kolejne pytanie, po jego minie wnioskowałam, że trafiłam w sedno.
- Ehh, ale musisz mi obiecać, że mnie nie wydasz – poprosił zrezygnowany.
- Obiecuję ale najpierw usiądźmy – podeszliśmy do najbliższej ławki i zajęliśmy miejsce – Jestem Louise – przedstawiłam się.
- Mike – i uścisnęliśmy swoje dłonie.
-Więc? – zaczęłam.
- Dałem nogę z sierocińca – oznajmił krótko – Inne dzieciaki biły mnie, znęcały się nade mną i dziś uciekłem – opowiedział widząc moją zdziwioną minę.
- Też byłam w sierocińcu ale zostałam adoptowana – rzekłam, wiedziałam, że mogę mu zaufać.
- A twoi rodzice? – zapytał chłopak.
- Olali mnie, tak po prostu…
- Mamy nie znałem, zmarła przy porodzie, a tata umarł rok temu – opowiedział, jego oczy zaszkliły się.
- Nie znałam ich i szczerze mówiąc nie chcę znać. Nie chcę wiedzieć, co się z nimi dzieje. Nie obchodzi mnie, dlaczego mnie zostawili. Mam rodziców, kocham ich i to się liczy…
- Trochę nas łączy – rzekł wymuszając delikatny uśmiech.
- Trochę… A gdzie ty się teraz podziejesz?
- Nie wiem, na razie chcę uciec jak najdalej, żeby mnie nie znaleźli.
- Wiem, zabiorę Cię do siebie – oznajmiłam – Rodzice nie będą mieli nic przeciwko – sprostowałam szybko nie dając mu dojść do słowa – Nie pozwolę włóczyć Ci się po nocy po Londynie.
W końcu, po długich namowach zgodził się iść ze mną. Rodzice też nie mieli nic przeciwko, by zatrzymał się u nas na jakiś czas gdy dowiedzieli się o wszystkim. Po wspólnej kolacji zaprowadziłam Mike’a do pokoju gościnnego i pokazałam łazienkę. Gdy się wykąpałam poszłam do pokoju chłopaka. Chciałam z nim porozmawiać, poznać lepiej. Bez wahania opowiadałam mu o sobie, o swoim życiu w LA, jak i po przyjeździe do Anglii. Opowiedziałam również o problemach ze zdrowiem, o tym, ze niedługo umrę. Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Potem Mike zaczął swoją opowieść, słuchałam go uważnie. Tak jak ja wiele w życiu przeszedł. Rozmawialiśmy do czwartej rano…
Gdy skończyły nam się tematy wróciłam do swojego pokoju i rzuciłam na łóżko. Dzięki niemu zapomniałam o sytuacji z Nathanem. Byłam pod wielkim wrażeniem Mike’a i tuż przed samym zaśnięciem postanowiłam zrobić wszystko, by móc nazwać go bratem. Był mi bardzo bliski, a po drugie nie chciałam, żeby rodzice zostali sami po mojej śmierci…
Przez kilka kolejnych dni rozmawiałam z rodzicami, gdy byliśmy sami, czy nie mogliby adoptować Mike’a. Doskonale wiedzieli, że robię to dla nich, żeby nadal tworzyli rodzinę z ta tylko różnicą, że to Mike zajmie moje miejsce. Z każdym kolejnym dniem rodzice coraz bardziej miękli i  w końcu po moich długich staraniach zgodzili się, by Mike dołączył do rodziny. Od razu przedstawili propozycję chłopakowi. Zgodził się, to była jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Wreszcie mogłam mieć brata, tylko teraz wszystko zależało od Sądu Rodzinnego, czy przyzna prawa do opieki moim rodzicom. Cały proces adopcji trwał długo, ponad tydzień. Cała ta papierkowa robota, testy, rozmowy, koszmar.
Sobota, dziś mieliśmy dowiedzieć się, czy Mike zostanie pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Rodzice i brat pojechali na rozprawę przed południem, a teraz nadchodził wieczór. Byłam sama w domu, zżerały mnie nerwy i ta niepewność. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić, bezczynnie chodziłam po domu nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Wreszcie zasiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Włączyłam pierwszy lepszy kanał muzyczny. Nie minęło dużo czasu jak na ekranie zobaczyłam… Nathana z resztą zespołu. Piosenka, którą śpiewali nosiła tytuł „Warzone” i była bardzo piękna. Przy niej od razu wróciło wspomnienie naszej kłótni. Tego samego dnia wieczorem Jessica napisała mi smsa, że Nath wrócił do domu, spakował się i pojechał do Gloucester. Moje oczy zaszkliły się. Zasnęłam na kanapie…



Ale zamuliłam...
Pisany przy Nickelback - Lullaby, kocham tą piosenkę <333

19 komentarzy:

  1. Cudowny , smutny lecz nie zmienia faktu iż cudowny !
    Proszę napisz szybko następny .
    Ona nie umrze , prawda ?
    Bo jak tak to bd straszne .
    Aż mi łezka poleciała
    Twoja :*

    OdpowiedzUsuń
  2. ja ci dam zamuliłam! ja tu prawie płaczę i mi serce wali, a ty zamulam! kocham kocham kocham ♥ chciałabym mieć taki talent ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. dawaj nowy!!!! juz :ccc

    OdpowiedzUsuń
  4. zamulam .... zamulam ?! powaliło cie ?! xdd
    cudowny ! ;***
    dawaj szybko następny bo chce wiedzieć co dalej ! <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie paplaj mi tu u takich durnotach jak zamulanie !!!
    TY NIE ZAMULASZ, TY JESTEŚ GENIALNA :D
    Nie trzymaj mnie długo w niepewności i pisz szybko kolejny... plissss ^^
    Weny ;*****

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty?! Zamulasz?! Chyba śnisz xd
    Ty NIGDY nie zamulasz, kochana! ;*

    rozdział wspaniały ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. super rozdział :)
    w ogóle nie zamuliłaś ! to jest świetne
    ale Lou przeżyje ?
    pisz szybko następny

    OdpowiedzUsuń
  8. ZAMULASZ?!
    ZAMULASZ?!
    Z-A-M-U-L-A-S-Z?!
    ŻE JAK?!
    ŻE CO?!
    ŻE WHAT?!
    JEST GENIALNE!!!! <3
    Ouu.. Nath wyjecha.. ;///
    ALE PISAJ NASTĘPNY, BO CIĘ KOCHAM GENIUSZU MÓJ !!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudo <333
    Szybko next proszę !!! ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty wiesz jak i ty wiesz, że umiesz doprowadzić człowieka do łez.
    Ten rozdział, to opowiadanie jest...DOSKONAŁE!
    Serce mi się kraja na myśl o tym, że Lou może umrzeć.
    A Nathan?
    Jego też mi bardzo szkoda. Cierpiał przez to, że Lou mu nie powiedziała o chorobie.
    Och, nawet nie wiesz ile łez zostało wylanych, przy czytaniu tego opowiadania.
    I pewnie nigdy się nie dowiesz.
    Ale wiec jedno... jesteś najlepszą pisarką ze wszystkich, których czytałam opowiadania czy też książki.
    J.K.Rowling czy M.Musierowicz umywają się przy tobie!
    Talent, który nosisz w sobie jest cenny i nie zmarnuj go!
    Dlatego, pisz jak najwięcej, pisz kiedy masz czas, bo Bóg dał ci jeden z najpiękniejszych darów jakie mógł, abyś mogła się nim dzielić z innymi.
    Tak więc, pozwolisz, że się powtórzę, pisz, pisz i jeszcze raz pisz!
    I proszę cię nie komentuj opisami typu ,,Ale zamuliłam...'', bo są one nie na miejscu.
    Jest to świetne opowiadanie i nigdy więcej tego nie rób!
    To my jesteśmy od oceniania, a ty od pisania.
    I nasze komentarze bierz sobie do serca, bo to co tutaj wypisujemy to najszczersza prawda.
    Kończę, bo już na pewno przestałaś czytać mój komentarz w połowie i jeśli ktoś tu zamula to ja.
    Także zakończę moją wypowiedź popularnym ,,Pisz szybko następny, czekam na nexta.! <3''.
    Pozdrawiam - twoja na zawsze - Monika ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle miłych słów ;*** Dużo dla mnie znaczą :)
      Aż się wzruszyłam czytając to ;***
      Jeszcze raz dziękuję ;**

      Usuń
  11. Świetny skarbie; ***
    Jak zawsze ! xx
    Co tu dużo mówić.. zgadzam się z dziewczętami; **
    I ty nigdy nie zamulasz kochana ; **
    Kocham i czekam niecierpliwie na next xx

    OdpowiedzUsuń
  12. no nic nowego nie powiem
    powtórze się tylko
    rozdział jest cudowny
    ale to rutyna
    więc przyzwyczaiłam sie do tego ^^
    pisz szybko nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem w szoku
    Ten rozdział doprowadza mnie do łez...
    Cieszę się że Louise będzie miała brata, przynajmniej jak wyzdrowieje będzie miała towarzystwo :)
    A Nathan.... nie spodziewałam się, że tak zareaguje...
    Zawiodłam się na nim...
    Ale mam nadzieję, że się opamięta.
    Piszesz nieziemsko ;)
    Zgadzam się w zupełności z Moniką:]
    Jesteś stworzona do tego:)
    Pisz szybko kolejne i nie karz nam czekać długo:*

    OdpowiedzUsuń
  14. ekhm, piękny rozdział! :)
    - hilal

    OdpowiedzUsuń
  15. czytam twoje opowiadania od samego początku... są boooooskie.. masz talent.. ! ;)
    Zapraszam na mój blog... http://this-is-not-gonna-last-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. matkooooo , jaki ten rozdział jest boski <33
    kocham go !

    Płaczący Nath to musi być coś ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Superancki rozdział . :*:*

    OdpowiedzUsuń
  18. przeczytałam wszystkie rozdziały i powiem jednym słowem BOSKIE
    czekam na next
    +zapraszam do mnie http://thewantedplis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń