- Jak było na koncercie? – usłyszałam pytanie mamy, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi wejściowe.
- Fajnie – odpowiedziałam obojętnie.
-Chodź, opowiesz mi wszystko ze szczegółami – zażądała mama, tak więc chcąc nie chcąc poszłam do salonu i usiadłam w fotelu.
Opowiedziałam wszystko mamie od momentu, gdy wraz z Jess weszłam na salę. Nie obyło się bez omówienia reakcji fanek i tego, co chłopcy wyprawiali na scenie.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że Nathan należy do tego zespołu? - zapytałam mamę.
- To miała być niespodzianka. Spotkałaś się z nim i resztą?
- Tak, byłyśmy z Jessicą, moją koleżanką za sceną, a potem Nath mnie odwiózł…
- Fajny z niego chłopak – przerwała mi.
- Kumpel ze szkoły, to wszystko – ucięłam, żeby sobie czegoś nie pomyślała.
W tym samym czasie do salonu wszedł również tata.
- Dobrze, że jesteśmy razem. Chciałabym Was o coś zapytać – zaczęłam, chciałam ich prosić o zgodę na zrobienie tatuaża.
- Słuchamy – rzekł tata siadając obok mamy.
- Otóż, mogłabym sobie zrobić tatuaż? – wypaliłam szybko, nie lubię owijać w bawełnę i komplikować wszystkiego.
- Tatuaż? – dopytała mama.
- Tak, na nadgarstku – oznajmiłam i pokazałam miejsce.
- Co to miałoby być? – tym razem głos zabrała tata.
- Gwiazdka, sam kontur…
Rodzice spojrzeli na siebie.
- Najpierw porozmawiamy z mamą, a jutro Ci odpowiemy, pasuje taki układ? – powiedział tata.
- Jasne, kocham Was – oznajmiłam, podeszłam do nich i uścisnęłam – A teraz pójdę spać, dobranoc.
Zostawiłam rodziców w salonie i pobiegłam do pokoju. Szybki prysznic i leżałam już we własnym łóżku. Kilka minut potem zasnęłam…
Obudziłam się bardzo szczęśliwa. Powód, była sobota i chciałam ten dzień dobrze wykorzystać. Od razu napisałam smsa do Jess.
„Jeśli masz czas i chęci zapraszam Cię na wypad na miasto, co Ty na to? J”
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. „Jasne, gdzie i o której?” brzmiał sms od niej.
„Przyjdę po Ciebie o 11, ok?”
„Ok”
Dochodziła dopiero 9, więc miałam jeszcze sporo czasu. W piżamie zeszłam do kuchni i od razu zabrałam się za śniadanie. Kanapki i herbata, powinno wystarczyć. Gdy zjadłam posprzątałam po sobie. Wróciłam do pokoju ogarnąć się, tj. ubrać, uczesać i umalować się. Gotowa zeszłam do salonu, gdzie byli rodzice i o czymś rozmawiali. Gdy mnie zobaczyli od razu zamilkli. To było podejrzane.
- Podjęliście już decyzję? – zapytałam przysiadając się do nich.
- Tak, możesz sobie zrobić tatuaż – oznajmiła mama, a ja z radości uściskałam obojga.
- To w takim razie, tato pojedziesz ze mną do studia? Nadal nie mam 18 lat… - zrobiłam oczy ze Shreka.
- Dziś? – dopytał.
- Tak, o 11 umówiłam się z Jessicą.
Tata zrezygnowany kiwnął głową na znak zgody. Jeszcze raz podziękowałam rodzicom i wróciłam do pokoju. Z torby wywaliłam wszystkie książki i byle jak wrzuciłam je do biurka, natomiast włożyłam do niej portfel i słuchawki. Wzięłam laptopa i położyłam się na łóżku. To było silniejsze ode mnie, więc w Google wpisałam The Wanted, ściągnęłam kilka piosenek i dałam się ponieść muzyce…
- Lou, zostajesz? – zapytała mam wchodząc do mojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek. Za 20 jedenasta, nie spóźnię się, a już się bałam. Wyłączyłam laptopa i odstawiłam go na biurko. Zabrałam torbę, telefon schowałam do kieszeni spodni. Kilka minut później wraz z tatą siedziałam w samochodzie.
- Pójdę po nią – oznajmiłam, gdy tata zatrzymał się przed domem Jess.
Nacisnęłam dzwonek i czekałam. Usłyszałam kroki po drugiej stronie. Drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich… Nathana bez koszulki. Ledwo powstrzymałam się, by nie pisnąć.
- Cześć – przywitał się, gdy mnie zobaczył od razu się uśmiechnął – Jessica jeszcze się szykuje, wejdź – zaprosił mnie do środka.
- Ok, tylko na chwilę – oznajmiłam, a gdy przeszłam przez próg Nath zamknął za mną drzwi.
- Zawołam ją – oświadczył i pognał na górę.
Za wszelką cenę próbowałam nie patrzeć na jego nagi tors. Bezskutecznie. Co prawda nie był umięśniony ale i tak robił wrażenie, przynajmniej na mnie. „Lou, opanuj się” skarciłam się w myślach i puknęłam w czoło. A chwilę potem po schodach schodziła już Jessica, a za nią brat, tym razem w koszulce.
- Już gotowa? – upewniłam się.
- Tak, tak, możemy wychodzić – oznajmiła Jess – Gdzie chcesz iść najpierw?
- Tata nas podrzuci, a gdzie zobaczysz. Potrzebna mi jego zgoda, a potem zostawi nas same – poinformowałam ją.
- Co Ty kombinujesz? – zapytała zaskoczona blondynka.
Wiedziałam, że Nathan nam się przysłuchuje, a nie chciałam nic przy nim mówić.
- Chodź już, zaraz się wszystkiego dowiesz – oznajmiłam i pociągnęłam ją w stronę drzwi – Na razie Nath – pożegnałam się z chłopakiem i wyszłam na zewnątrz.
- Jess, pamiętaj, widzę Cię o 17 z powrotem – ostrzegł siostrę.
Wsiadłyśmy do samochodu. Jechaliśmy jakieś 15 minut zanim tata zatrzymał się przed studiem tatuażu. Spojrzałam na koleżankę, była zszokowana.
- Tatuaż? Jesteś tego pewna? – zapytała tylko, kiwnęłam głową i przestąpiliśmy próg studia.
Tata uzgodnił wszystko z tatuażystą i zostawił nas same. Usiadłam w fotelu i wyciągnęłam prawy nadgarstek. Zdawałam sobie sprawę, że będzie trochę bolało. Ale taki ból nie miał znaczenia, byłam przyzwyczajona do wszelkiego rodzaju igieł. W końcu dość często bywałam w szpitalach.
Na fotelu spędziłam godzinę. Jessica w tym czasie, żeby nie patrzeć na to wszystko włożyła sobie słuchawki do uszu i zamknęła oczy.
- Wyszło lepiej niż myślałam – oświadczyłam zadowolona, gdy wyszłyśmy ze studia.
- Nie mam nic przeciwko tatuażom ale wolałabym nie widzieć, jak są robione… - Jess nadal nie mogła dojść do siebie – Nie żebym coś sugerowała ale Nath nie przepada za tatuażami u dziewczyn…
- A co ma piernik do wiatraka?
- Bo wiesz, Nathan Cię bardzo lubi, nawet bardziej niż lubi. Śmiem nawet sądzić, że mu się podobasz…
- Że co?? – aż przystanęłam na jej słowa.
- To, przecież mówię. Mój brat się w Tobie zabujał…
To nie powinno się stać. Nie powinno ale się stało. W tym problem, co zakazane najlepiej smakuje…
- Dlaczego mi to robisz? Nie żądam dużo, ja chcę tylko żyć… - powiedziałam, a z oczu popłynął potok łez.
- Boże, Lou! Co się dzieje? – zapytała Jess, gdy zobaczyła mój łzy.
- Dlaczego to mnie zawsze spotykają same przykrości? – szlochałam jej w ramię.
- Pojedziemy do mnie, dobrze? I wszystko mi opowiesz – skinęłam głową na znak zgody.
Jess złapała taksówkę, która pojechałyśmy do jej domu.
- Nie płacz przez chwilę, jak Nath Cię zobaczy nie da nam spokoju – poprosiła mnie blondynka.
Chusteczką wytarłam policzki. Weszłyśmy do jej domu, zdjęłyśmy buty i kurtki.
- Już wróciłyście? Tak szybko? – zapytał Nathan, gdy pojawił się w holu.
- Niech Cię to nie obchodzi. Jak nie chcesz mieć ze mną na pieńku, to albo nie zbliżaj się do drzwi mojego pokoju albo jedź do chłopaków – ostrzegła brata Jessica – Lou, chodź.
Poszłam za nią na górę do jej pokoju. Dziewczyna zeszła jeszcze do kuchni po sok i szklanki. Wracając zamknęła drzwi na klucz. Jak tylko usiadła obok mnie rozpłakałam się ponownie. Tym razem nie zamierzałam przestawać.
- Lou, nie wiem, co się dzieje ale martwię się o Ciebie… - zaczęła Jess i objęła mnie ramieniem.
Nie odpowiedziałam jej od razu, nie wiedziałam od czego zacząć.
- Nikomu o tym nie mówiłam, nawet przyjaciołom w Los Angeles… - zaczęłam mówić poprzez łzy – Jess, ja mam chore serce… i lekarze dają mi co najwyżej pół roku… W moim przypadku do końca czerwca… - gdy jej to powiedziałam moje ciało ogarnęły dreszcze.
- Nic nie da się zrobić? – zapytała cicho, w jej oczach widziałam łzy.
- Nie, rodzice próbowali już wszystkiego, nic nie pomaga… Mogę tylko odliczać dni… Nie powinnam nawiązywać bliskich znajomości, żeby nikt nie cierpiał, jak mnie już nie będzie…
- Nie mów tak! – powiedziała błagalnym tonem Jess – Nie możesz umrzeć…
- Już się z tym pogodziłam ale rodzice nie, nadal szukają rozwiązań. Oni nadal żyją nadzieją w przeciwieństwie do mnie… Nie chcę wierzyć, że może się udać, a potem przechodzić kolejne rozczarowanie… Jestem im bardzo wdzięczna, że obdarzyli mnie miłością, której nie mogłam dostać od prawdziwych rodziców. Że mogłam ich poznać, że tak mnie wychowali…
Widziałam zdziwioną minę Jessici.
- Tak Jess, zostałam adoptowana, moi prawdziwi rodzice się mnie wyrzekli gdy miałam dwa lata… Sama widzisz, moje życie to jedno wielkie pasmo nieszczęść…
Obie płakałyśmy. Nie obchodziło nas, ile czasu tak siedziałyśmy przytulone do siebie. Po godzinie, ewentualnie czterech nasze policzki były już suche, chyba wypłakałyśmy cały zapas łez.
- To dlatego odtrącasz Nathana? – zapytała cicho Jess.
- Tak, i obiecaj mi, że nic mu nie powiesz – poprosiłam.
- Nie dam rady tyle go okłamywać…
- To nie będzie kłamstwo, Ty tylko zataisz prawdę.
- Źle robisz, powinnaś mimo wszystko dać Wam szansę, nacieszyć się tym uczuciem. I nie uwierzę Ci, jeśli powiesz, że nie darzysz mojego brata jakimkolwiek uczuciem.
- Nie Jess, już postanowiłam. Nic między nami nie będzie. Nie chcę odejść z tego świata wiedząc, że go w ten sposób zranię. Z czasem o mnie zapomni i znajdzie sobie inną miłość. Tego pragnę.
Jessica nic nie powiedziała. Wiedziała, że nie zmienię swojej decyzji. Posiedziałyśmy jeszcze przez chwilę w ciszy i wreszcie postanowiłam wracać do domu.
- Dzwoniłaś po tatę? – zapytała, gdy się ubierałam.
- Nie.
- Chyba nie będziesz sama wracać? To może Nath się odwiezie? – na dźwięk swojego imienia chłopak od razu pojawił się w holu.
- Nie, chcę się przejść. Dzięki. Do zobaczenia w szkole – pożegnałam się i opuściłam ich dom.
Jest ;)
Co sądzicie?

Rozdział jest genialny !!!
OdpowiedzUsuńMatko .. pisz szybko następny ;D
Chyba się uzależniłam od twojego opo xP
Dodawaj kolejny i weny ;*****
cudowny rozdział :)
OdpowiedzUsuńpisz następny !
u mnie nowy rozdział , czytałaś ?
Omg..!
OdpowiedzUsuńOna...
Jezu! DŻEZUSIE!
Jezu.. CZY JA SIĘ POWTARZAM?
JEST CUDNE.
MAM już chyba 200 uzależnienie.
TWOJE OPOWIADANIE ;*
co sądzę, powiadasz?
OdpowiedzUsuńrozdział świetny, wspaniały - jak zawsze!
i jak zawsze KOCHAM TO ♥.♥
cudny no <3
OdpowiedzUsuńPisz następny, nie mogę się doczekać...!
OdpowiedzUsuńświetne jak zawsze
OdpowiedzUsuńcudo ;***
dawaj szybko nexta
Aż mi łezka też poleciała ;(
OdpowiedzUsuńGorgeous ;)
Bardzo prosimy o kolejny 8D
Tylko szybciutko:*
O matko.. wzruszyłam się< 33
OdpowiedzUsuńZawsze pisałaś zajebidte opowiadania skarie< 33
Uzależniłam się od nich..
Nie mogę się doczekać następnego< 33
Kocham To Normalnie!!!
No i ciebie oczywiście też..; **
Z niecierpliwością czekam na next< 33
Weny kochana; *****
Czytając ten rozdział popłakałam się... i teraz to ja mam chore serce, jak sobie pomyśle, że między Lou i Nathanem nic nie będzie, a dziewczyna ma tylko pół roku życia ! Nie rób tego mojemu serduchu i połącz tych dwojga!
OdpowiedzUsuńI jak zwykle rozdział SUPER :)
Czekam na następny z niecierpliwością :D
o kurna.... poryczałam się jak głupia xd
OdpowiedzUsuńkocham to ! ;***
strasznie dramatycznie ale mam nadzieje że będzie git ;P
kocham jeszcze raz ;****
omg o.o wzruszyłam się ;c super rozdział, chociaż smutny ;)
OdpowiedzUsuńŻadne słowa nie wyrażą tego, jak bardzo podoba mi się twoje opowiadanie.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział, jak zawsze świetny. :*
Pozdrawiam cię cieplutko. :*
O jacie, aż mnie zatkało ... xd
OdpowiedzUsuńŚwietne <333 <333 <333
oooo super to wymyśliłaś ! .. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta . ;*
rozdział dość smutny :(
OdpowiedzUsuńbieda Lou ..
ale rozdział jest boski , świetny : ) ;*