Spacerkiem wróciłam do domu. Na szczęście rodziców nie było, przynajmniej nie zobaczą w jakim jestem stanie. Kurtkę odwiesiłam na wieszak, zdjęłam buty i zamknęłam drzwi na klucz. W kuchni napiłam się jeszcze doku i powłóczyłam do pokoju. Rzuciłam torbę w kąt, a sama walnęłam się na łóżko. Z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy. Nie wiadomo kiedy zasnęłam…
Obudziłam się następnego dnia z bólem głowy. Najmniejszy ruch, nawet oddech sprawiały, że moja głowa pulsowała. Powoli poszłam do łazienki, musiałam się umyć i przebrać, bo zasnęłam we wczorajszych ubraniach. Zanim opuściłam pokój schowałam jeszcze komórkę do kieszeni spodni. Schodziłam właśnie po schodach, gdy oprócz bólu głowy poczułam także silny ucisk w klatce piersiowej. Był to tak silny ból, że moje ciało zostało sparaliżowane. Nie zdążyłam złapać się poręczy schodów i sturlałam się w dół. Zatrzymałam się dopiero przed drzwiami wejściowymi. Usłyszałam jeszcze krzyki mamy i po chwili odpłynęłam…
Otworzyłam oczu, które zaraz zamknęłam, gdyż raziło mnie światło padające z lamp. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła rozejrzałam się wokoło. Za oknem było już ciemno. Leżałam na szpitalnym łóżku podłączona pod aparaturę, natomiast do lewej ręki podłączoną miałam kroplówkę. Po drugiej stronie sali, na małej kanapie siedzieli rodzice, mama płakała, a tata obejmował ją ramieniem. Jęknęłam cicho z bólu, kiedy chciałam ruszyć prawą ręką. Rodzice od razu podeszli do mojego łóżka.
- Zawołam lekarza – oznajmił tata i wyszedł z sali.
- Lou, kochanie, tak nas wystraszyłaś – mama nadal szlochała.
Nie byłam w stanie nic jej odpowiedzieć.
- Proszę opuścić salę – poprosił lekarz, gdy się pojawił – Muszę spadać pacjentkę.
Rodzice wyszli na korytarz. Lekarz zbadał mnie, osłuchał, sprawdził dane zapisane przez aparaturę. Z każdą kolejną minutą jego mina była coraz smutniejsza, oczy pełne bólu.
- Niech mi pan powie, jaka jest sytuacja.. – poprosiłam.
Widziałam, że chciał na mnie spojrzeć ale nie był w stanie. Jakby miał wyrzuty sumienia.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć… - zaczął.
- Prosto z mostu, i tak umrę, więc po co się rozczulać – oznajmiłam obojętnie.
- Lekarze dawali Ci co najwyżej pół roku, teraz, po tym ataku zostały Ci…. dwa miesiące…
Po słowach lekarza wszystkie moje uczucia ulotniły się, nie czułam nic, była tylko pustka.
- Poinformuję Twoich rodziców – rzekł załamującym się głosem.
- Niech pan im powie, że nie chce teraz z nikim rozmawiać – poprosiłam, na co doktor kiwnął głową i wyszedł zostawiając mnie samą.
Widziałam, jak rodzice stali naprzeciw lekarza i czekali na jego relację. Potem były tylko ułamki sekund. Moja mama blada, wylewająca potok łez, bliska omdlenia. Tata też nie wyglądał lepiej, tak samo blady, płakał. Ostatni raz widziałam jego łzy, gdy dowiedział się o mojej chorobie pięć lat temu. Byłam ich adoptowaną córką ale kochali mnie jak własną, dla mnie skoczyliby w ogień, zawarli pakt z diabłem, żebym tylko wyzdrowiała.
Odwróciłam głowę, żeby nie patrzeć na ich ból, cierpienie, które spowodowane było moją osobą, moją chorobą. Popełnili błąd zabierając mnie do swojego domu i obdarzając miłością. Tak bardzo chciałabym, aby znowu byli szczęśliwi, lecz jedynym sposobem było moje życie. Niestety, mój los był już przesądzony. O moim życiu decydował Bóg… Bóg? Nie on nie istnieje, zwątpiłam w niego. Jak mogłam Go kochać, ufać Mu skoro postanowił zabawić się mną zabierając mi życie? W dodatku postawił na mojej drodze Nathana i Jessicę. Co chciał w ten sposób osiągnąć? Chciał, żebym jeszcze bardziej cierpiała? Jeśli tak to Mu się udało. Teraz, bardziej niż wcześniej żal mi opuszczać ten świat. Co z moimi marzeniami, których nie spełnię? Co miejscami, których nie zobaczę? Co z uczuciami, których nigdy nie przeżyję? I najważniejsze, co z ludźmi, których kocham? Dlaczego nie zabierzesz mnie teraz, na co czekasz? Jeśli mam umrzeć, pozwól mi zrobić to teraz! W duchu przeklinałam Boga za to, co mi zrobił…
Obudziłam się następnego dnia, z tego co kojarzyłam dziś był poniedziałek. Byłam sama na szpitalnej sali, jednak tylko przez kilka minut. Przyszedł ten sam lekarz co poprzedniego dnia i pielęgniarka. Znów mnie zbadał, zapisał coś na tabliczce, w tym samym czasie pielęgniarka wyjęła z mojej ręki igłę i odłączyła kroplówkę.
- W południe dostaniesz wypis i będziesz mogła wrócić do domu – oznajmił lekarz i wyszedł, za nim pielęgniarka.
Chwilę po ich wyjściu dostałam coś co nazywane było śniadaniem. Z wstrętem odstawiłam talerz na szafkę, poza tym nie byłam głodna. Nie wiedziałam ile czasu spędziłam sama, godzinę, może dwie zanim przyszła Jessica.
- Cześć Lou – przywitała się ze mną.
- A Ty nie w szkole? – zdziwiłam się jej przybyciem.
- Jest awaria prądu, więc szkoła jest zamknięta na tydzień – poinformowała mnie.
- Co Ty tu robisz? – zadałam jej kolejne pytanie.
- Dzwoniłam do Ciebie ale nie odbierałaś Anie nie odpisywałaś na smsy, więc dziś poszłam do twojego domu. Spotkałam twoich rodziców ale gdzieś się spieszyli, powiedzieli mi tylko, ze jesteś szpitalu… Co się stało?
- Moje serce się zbuntowało i oznajmiło, że mam co najwyżej dwa miesiące – chciałam obrócić to w żart ale się nie udało - Co najwyżej, czyli mogę umrzeć w każdej chwili.
- Nie żartuj z takich rzeczy! – oburzyła się Jessica, jej oczy się zaszkliły.
- Tylko mi tu nie płacz, nie ma powodu – próbowałam ją uspokoić.
Dziewczyna przytuliła się do mnie.
- Jess? Lou? – usłyszałam męski głos.
- Nathan? – zapytałyśmy zgodnie z Jessicą.
- Co Ty tu robisz? – zapytałam szybko, nadal zaskoczona jego obecnością.
- Rodzice wysłali mnie na badania. Lou co się stało? – odpowiedział i zmienił temat, na moją niekorzyść.
- Nic poważnego, mam słabą odporność. Byle wirus i ląduję w szpitalu ale już wszystko jest w porządku – kłamałam jak z nut, bez żadnego zająknięcia się, czy też nerwowych ruchów – A Jess przyszła mnie odwiedzić – oznajmiłam i wymusiłam sztuczny uśmiech.
Przez chwilę panowała cisza, a Nath przyglądał mi się uważnie.
- Dlaczego kłamiesz? Jeśli nie chciałaś mówić prawdy mogłaś to powiedzieć – rzekł przerywając ciszę, a mnie zatkało, tak samo zresztą Jessicę.
- Co? – wydusiłam z siebie.
- Kłamiesz, widzę to po twoich oczach – oznajmił.
- Skoro wiesz, że skłamałam to widocznie miałam powód. Mogłeś po prostu udawać, że uwierzyłeś w moje kłamstwo i ciągnąć tą bezsensowną grę – odparłam oschle, musiałam grać ostro, żeby sobie poszedł – Jeszcze jakieś pytania?
- Dziewczyno, o co Ci chodzi? – Nath był poirytowany – Sapiesz się do mnie ale mogłabyś chociaż podać powód?! Raz jesteś miła, raz wkurzasz się o byle co, zdecyduj się, czego chcesz! Twoje zmienne nastroje doprowadzają mnie do szału!
- Skończyłeś?! – również podniosłam głos – To teraz się wynoś!
Jess stała z boku i przysłuchiwała się nam. Była bliska załamania nerwowego, to wszystko było ponad jej siły.
- Na co jeszcze czekasz? – zwróciłam się do Nathana.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie nienawistnymi spojrzeniami. Wreszcie chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Ty też już idź – poprosiłam blondynkę – Dopilnuj, żeby nie zrobił czegoś głupiego.
- Najpierw się z nim kłócisz, a potem oczekujesz cudów? Zgadzam się z Nathanem, przesadzasz – oznajmiła.
- Wiem ale mówiłam Ci już, że nie mogę z nim być, zrozum to – powiedziałam błagalnym tonem.
- Lou, rozumiem, proszę Cię tylko o jedno. Bądź dla niego chociaż miła – oznajmiła i wyszła zostawiając mnie samą.
Przeanalizowałam co powiedziała. Może i miała trochę racji. Postanowiłam przeprosić Natha ja tylko go spotkam.
Wróciłam do domu i od razu zamknęłam się w swoim pokoju. Nie chciałam rozmawiać z rodzicami, potrzebowałam samotności. Wygrzebałam z biurka pamiętnik. Tak, prowadziłam pamiętnik od chwili, gdy dowiedziałam się o swojej chorobie. Usiadłam z nim na łóżku i zaczęłam pisać. Miałam małe zaległości, musiałam nadrobić wszystko od momentu, gdy pojawiłam się w Londynie. Zajęło mi to resztę dnia…
Pisany przy TYM <333
Znowu dramat...
Boże dlaczego chcesz nam ją odebrać?!
OdpowiedzUsuńMoże stanie się cud i Lou wyzdrowieje???
BŁAGAM !! napisz że wyzdrowieje ;******
Zapraszam do siebie :
http://you-got-that-one-thing.blogspot.com/
http://say-my-name-like-its-the-last-time.blogspot.com/
czekam na następny ;***
Jesteś Cudowna:*
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadanie jest nieziemskie:)
Mam nadzieję, że ona wyzdrowieje
A co z przeszczepem serca? Dlaczego ona tego nie może mieć? była by zdrowa wtedy?
Czekam na następny:)
Tylko nie karz nam czekać długo:*
spokojnie, z przeszczepem wszystko wyjdzie w praniu ;)
UsuńSuper rozdział :)
OdpowiedzUsuńale nie ma dla niej żadnej nadziei ?
to jest poprostu, niesamowite ! rozumiem tą dziewczyne że go tak odtrąca, ale z drugiej strony... ehh czekam na następny. <3 oby szybko ;*
OdpowiedzUsuńo.o ona musi wyzdrowieć!
OdpowiedzUsuńrozdział super ;**
OMG .... Przecież Lou musi być zdrowa !!!
OdpowiedzUsuńChociaż lubię dramatyzmy .. no ale bez przesady ;D
Dawaj szybko następny bo nie wytrzymam ;)
Weny ;******************************
Onaa...
OdpowiedzUsuńO rajuśku!
ona.. Jess... Nath...
Lou!
Jezu!
CZY TY LUBISZ WYWOŁYWAĆ U MNIE ZAWAŁ?!
JEST CUDNE ;*
Super
OdpowiedzUsuńmam nadzieję,że to wszystko zmierza ku dobremu i że ona wyzdrowieje
no nie trzymaj nas w niepewności
tylko do roboty i pisz nexta
szybko!!!
zapraszam do mnie
http://ineedyoutolie.blogspot.com/
Jej super <333
OdpowiedzUsuńAle się dzieje :) ;)
Pisz szybciutko next !!! ;D
U Ciebie znowu dramat, a u mnie znowu łzy- wzruszyłam się :* To jest po prostu super...wyjątkowe opowiadanie, wyjątkowa historia i wyjątkowa jest ta osoba, która je tworzy :) Mam nadzieję, że Lou wyzdrowieje i będzie z Nathanem. A jeśli tak się nie stanie to chociaż niech ona będzie na niego miła :P
OdpowiedzUsuńPisz szybko nexta :D
wez bo rycze :c
OdpowiedzUsuńja tam lubie takie dramaty
OdpowiedzUsuńale mam nadzieje że ona wyzdrowieje
ciesze się że piszesz:))
dodawaj szybko:D
Jane
hej tak sie zastanawiam lubie czytac twoje opowiadanie, ale to z tym snem itd trche jakies przeciagane, jakbys to wymyslila na poczekaniu. no nie wiem nie wazne, mam nadzieje, ze w nastepnych rozdzialach bedzie lepiej (; pozdrawiam
OdpowiedzUsuń