Wtorek, wstałam dość wcześnie, nie mogłam spać, miałam wyrzuty sumienia. Chciałam przeprosić Nathana. W tym celu zadzwoniłam do Jessici i zapytałam, czy są w domu, nie chciałam iść i pocałować klamki. Gdy dostałam twierdzącą odpowiedź zeszłam na dół i oznajmiłam rodzicom, że wychodzę. O dziwo, nie mieli żadnych zastrzeżeń. Zawsze, gdy wychodziłam ze szpitala musiałam kilka dni spędzić w domu, dla bezpieczeństwa.
- Weź drugi komplet kluczy, my też niedługo wychodzimy i nie wiemy, kiedy wrócimy z powrotem – poprosiła mama.
- Gdzie Wy tak często ostatnio wychodzicie? – zapytałam.
- Mama pomaga mi w pracy – odpowiedział tata, i tak im nie uwierzyłam. Coś przede mną ukrywali i postanowiłam to odkryć.
Ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam spacerkiem, już przyzwyczaiłam się do zimna panującego o tej porze roku w Anglii. Dwadzieścia minut później nacisnęłam dzwonek u drzwi domu Jessici. Blondynka chwilę potem otworzyła mi.
- Hej, wchodź – zaprosiła mnie do środka.
Weszłam, zdjęłam kurtkę i buty.
- Jest Nathan? Chciałabym z nim porozmawiać – zaczęłam.
- Jest, chodź za mną – oznajmiła i ruszyła schodami na górę.
Przeszłyśmy korytarzem na sam koniec.
- Nathan, masz gościa – poinformowała chłopaka Jessica wchodząc do jego pokoju.
- Kto przyszedł? – usłyszałam jego głos.
- Cześć – przywitałam się niepewnie pojawiając się obok Jess.
Chłopak na mój widok podniósł się z pozycji leżącej do pozycji siedzącej.
- Jeszcze Ci mało? – zapytał niezbyt miłym tonem.
Gdybym sobie nie obiecała, że będę dla niego miła to opuściłabym ten dom.
- Przekonaj się – rzekłam.
- Dobra, to ja będę na dole, tylko się nie pozabijajcie – uprzedziła nas Jessica, po czym wepchnęła mnie do pokoju Natha i zamknęła drzwi.
- Siadaj gdzie chcesz – oznajmił, usiadłam na kanapie – Więc, co Cię sprowadza? – zapytał i z powrotem wyciągnął się na łóżku wgapiając w sufit.
- Chciałam Cię przeprosić za wczoraj… - zaczęłam, nie zareagował – Przeprosić, i nie tylko za wczoraj, także za wszystkie niemiłe słowa…
Czułam się jak idiotka. Nie dość, że go przepraszałam, to ten leżał na łóżku olewając mnie.
- Co, mam jeszcze błagać Cię o wybaczenie na kolanach? – warknęłam po długiej chwili milczenia, byłam wściekła – Niedoczekanie Twoje!
Wstałam z kanapy i szybkim ruchem złapałam za leżącą na niej poduszkę, podeszłam do łóżka Natha i walnęłam nią chłopaka. Miałam właśnie nacisnąć klamkę, gdy Nathan złapał mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie.
- Za szybko się denerwujesz – oświadczył z uśmiechem na twarzy.
Był stanowczo za blisko mnie, spróbowałam się cofnąć, lecz poczułam tylko jak dotykam plecami drzwi.
- Przeprosiłam Cię, o co jeszcze chodzi? – zapytałam.
- Nie, nadal nie usłyszałem tego jednego słowa, magicznego słowa.
- Puść mnie – syknęłam i odepchnęłam go.
- Oho, to teraz czekam na dwa magiczne słowa – oznajmił i przysunął się do mnie z powrotem, był tak blisko, że czułam jego oddech na swoim policzku – Znasz je, czy mam Cię nauczyć? Chcesz jak w przedszkolu je powtarzać do znudzenia? – zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Nie znam słów, które mogłyby opisać jak bardzo Nathan mnie irytował. Wzięłam się w garść. Wdech, wydech.
- Przepraszam – powiedziałam szybko – Czy możesz mnie teraz puścić, proszę?
Zrobiłam, co chciał.
- Jakoś nadal nie jestem przekonany… - zaczął ale mu przerwałam.
- Przepraszam! – krzyknęłam.
- Ok, przeprosiny przyjęte – powiedział i odsunął się ode mnie.
Spojrzałam na niego i po chwili odwróciłam się. Otworzyłam drzwi i zrobiłam krok do przodu, gdy poczułam jego dłonie na swoich ramionach.
- Nie rozumiem dlaczego trzymasz mnie na dystans – szepnął mi na ucho smutnym głosem – Ale się dowiem, nie pozbędziesz się mnie tak szybko.
Postaliśmy tak jeszcze przez chwilę, po czym opuściłam jego pokój. Gdy schodziłam po schodach naprzeciw wyszła mi Jess.
- I jak? Obyło się bez bójki? – zapytała, a ja przytaknęłam – Jak tak patrzę na Twoją minę to sądzę, że Nath Cię czymś zszokował.
Ponownie przytaknęłam, a blondynka zaciągnęła mnie do kuchni.
- Nie pytam o szczegóły, to Wasza sprawa. Napijesz się czegoś?
- Nie możesz mu powiedzieć ani słowa na wiesz jaki temat. Powiedział, że się dowie…
- Nie dowie, na pewno nie ode mnie, bądź spokojna – uspokajała mnie Jess.
Z szklankami w dłoniach wróciłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się przed telewizorem. Nie minęło pół godziny jak w salonie pojawił się również Nathan.
- Jadę do chłopaków – oznajmił i zaczął się ubierać.
- A my? – zapytała Jess – Mamy zostać same, kiedy wy będziecie się dobrze bawić?
- Jak chcecie, możecie zostać albo jechać ze mną – rzekł Nath.
- Więc jedziemy – postanowiła Jessica – Chodź Lou, będzie fajnie – dodała widząc moją minę i pociągnęła mnie za rękę.
Kilka minut później siedzieliśmy w samochodzie. Podróż zajęła nam prawie godzinę, wszystko przez korki w centrum miasta. Wreszcie Nathan zaparkował samochód. Gdy z niego wysiadłam i rozejrzałam się wokół szczęka mi opadła. Otóż stałam przed wielkim domem, pomalowanym w odcieniu brązu. Do domu prowadziły schody i duże drzwi. Posesja ogrodzona była wysokim ogrodzeniem, wzdłuż którego rosły drzewa i krzewy niezbyt widoczne pod warstwą śniegu.
- Chodź, bo zostaniesz sama – usłyszałam głos Nathana – Jess jest już w środku, jak zwykle pierwsza.
Powoli stąpałam po oblodzonym chodniku, by nie wywinąć orła i przyglądałam sie wszystkiemu wokół.
- Szybciej – popędzał mnie Nath i zanim się zorientowałam ciągnął mnie za rękę.
- Ej! – krzyknęłam – Nie tak szybko!
Nie słuchał mnie, więc wyszarpnęłam swoją dłoń z jego uścisku, a jego samego popchnęłam w śnieg.
- Dobra, i teraz się doigrałaś – oznajmił podnosząc się z ziemi.
Niewiele myśląc zaczęłam przed nim uciekać. Jednak w pewnej chwili dostałam śnieżką w tył głowy, a potem Nathan rzucił się na mnie, i to dosłownie, i razem wylądowaliśmy w zaspie. Zdążyłam tylko zauważyć, że Nath siedzi na mnie okrakiem, by sekundę potem mógł nacierać mnie śniegiem gdzie popadnie. Krzyczałam, próbowałam go z siebie zrzucić ale chłopak był sprytniejszy i silniejszy.
- Teraz wiesz, że się ze mną nie zadziera – oznajmił łapiąc mnie za nadgarstki i pochylając nade mną, przy czym uśmiechnął się „niewinnie”.
- Złaź ze mnie – oznajmiłam, ten tylko popatrzył mi w oczy i... musnął moje wargi.
Po czym jak gdyby nigdy nic wstał i wyciągnął do mnie rękę, by pomóc mi. Zignorowałam go. W środku mnie wszystko się gotowało, byłam wściekła, co on sobie myślał.
- Co Ty sobie myślisz?! – krzyknęłam – Nie wolno Ci od tak sobie mnie całować!
- To nie moja wina, że mi się podobasz – oznajmił.
- Że niby moja?! To Ty sobie ubzdurałeś nie wiadomo co… - zaczęłam, a kilka łez spłynęło po moim policzku – Nathan, po prostu daj sobie ze mną spokój i nie utrudniaj nam obojgu życia… - poprosiłam.
- Byłoby łatwiej gdybyś powiedziała o co chodzi.
- Nie! – krzyknęłam, może trochę za głośno – Nie powiem Ci nic, i radzę, żebyś sam też nie dochodził prawdy.
- Dlaczego jesteś taka uparta?! Niczym Tom, świetnie byście się razem nadawali!
- Mam Cię dość! – oznajmiłam i odwróciłam się do niego plecami ruszając w stronę domu.
Nathan mnie wyprzedził i stanął naprzeciw mnie.
- Ale ja Cię kocham! – usłyszałam, a chwilę potem Nathan objął mnie swoimi ramionami, a nasze usta złączyły się w pocałunku. Byłam w całkowitym szoku.
- Nathan, mecz się zaczyna, idziesz? – przerwał nam Tom wychylający się z okna.
- Tom, kretynie! Nie masz za grosz wyczucia! – wrzasnął Nathan do kumpla, widać było po nim , że jest wkurzony.
A ja stałam jak sparaliżowana, nie wiedziałam co mam zrobić, co myśleć. Już nawet nie chciałam krzyczeć na Natha. Gdy Tom zniknął w środku Nathan spojrzał na mnie czułym wzrokiem.
- Chodźmy już do domu – szepnął i za rękę zaprowadził mnie do środka.
Macie, jest miło ;)

i jak tu nie kochac tego opowiadania ! *.*
OdpowiedzUsuńCudo ! ♥.♥
no właśnie, nareszcie miło ^^
OdpowiedzUsuńrozdział świetnyy ;** ♥
Jest cudowne, jak ty to robisz.
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta :*
No nareszcie miło . :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następnego, pisz szybko <33
Aaaawwwwww słodko tylko dlaczego on musi mieć tak mało czasu ;((((
OdpowiedzUsuńBłagam o nastepną część na kolanach ! ;**
Kocham cię ;* i to opowiadanie ;**
awwwwwwwwwwwwwwwww slodko jezu dawaj nextaa
OdpowiedzUsuńawww ♥ kocham :D czyżby powoli stawali się parą...? :D
OdpowiedzUsuńświetne czekam na nastepny..
OdpowiedzUsuńNormalnie brak mi słów ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :]
Smutno mi się tylko robi na myśl, że mają tak mało czas ;(
Zastanawiam się też jak Nathan zareaguje gdy się dowie :[
awwwww genialnie!
OdpowiedzUsuń- hilal
cudo :D
OdpowiedzUsuńuwielbiam twoje opowiadanie :*
cudeńko ;***
OdpowiedzUsuńzajebiste
padam na kolana przed twym talentem
jak ty to robisz że tak genialnie piszesz?
niecierpliwie czekam na next
zapraszam do mnie
http://ineedyoutolie.blogspot.com/
Genialny! Jak zawsze!
OdpowiedzUsuńNo kocham, kocham, kocham ! ; **
Ciebie też; *
Dawaj szybko next !
Jeej! Nareszcie stają się taką jakby parą..; **
Nie ważne że ona umrze, to i tak bd wieczna miłość!
Och! Rozkleiłam się xx
Cudownie; **
~Twoja LSD < 33
chce się od ciebie uczyć ! xd
OdpowiedzUsuńdaj mi trochę swojego talentu co ? ty masz tyle że byś 10 osób obdarowała ;)
cudowny jak zawsze ! ;****
kocham ciebie i twoje opowiadanie <333
Ale słodko ;) Ahh, wreszcie ją pocałował... :D
OdpowiedzUsuńRozdział jest jednym słowem boski <3 ;*
Pisz szybko kolejny błagam :D ;*
Kocham Cię <333
Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńtyle dzieje się tu
chciałabym , żeby Lou dała szansę Nathanowi