- Lou! Wstawaj! – zostałam obudzona przez wołanie… taty?
Wygramoliłam się z pościeli. W piżamie zeszłam na dół.
- Gdzie mama? – zapytałam sennym głosem widząc, że nie krząta się po kuchni.
- Pojechała w sprawie pracy – oznajmił tata.
- Czyli mam zrobić śniadanie – powiedziałam sama do siebie i zaczęłam robić kanapki dla siebie i taty.
Kilka minut później wszystko było już gotowe. Zjedliśmy je i wypiliśmy herbatę. Tata zaoferował, że posprząta, a ja mam iść się ubrać. Weszłam do pokoju. Z szafy wyjęłam czarne spodnie, białą bluzkę, a na to wciągany różowy sweterek. Ubierając się na prawym boku zobaczyłam dużego siniaka. Gdy przyłożyłam palec do tego miejsca z moich ust wydobył się jęk. Mały wypadek, a tak się poobijałam. Tylko ja jestem do tego zdolna. Włosy rozpuściłam, umalowałam się delikatnie i byłam gotowa. Z kanapy zabrałam torbę z książkami oraz przy okazji spojrzałam na nowiutką deskę, którą tata mi poprzedniego wieczoru kupił, że jako moja poprzednia się złamała. Zeszłam na dół, tata był już ubrany. Wciągnęłam adidasy, kurtkę i wyszliśmy z domu zamykając go na klucz. Tata podrzucił mnie do szkoły, przy czym obiecał, że tylko do końca tego tygodnia będzie mnie woził, a potem albo będę chodzić pieszo albo jeździć szkolnym busem. Chyba sobie żartuje, niedługo zacznę kursy na prawo jazdy i będę miała swój samochód, jupi!
Od razu poszłam do szatni zostawić kurtkę. Rozpoczęłam poszukiwanie klasy, o dziwo, zajęło mi to dosłownie kilka chwil. Weszłam do niej i zajęłam swoje miejsce. Kilka minut później przyszła Jessica i usiadła w ławce obok mnie.
- Cześć – przywitała się, widziałam, że była wściekła.
- Hej – odpowiedziałam – Co jest? – zapytałam.
- Nathan, wczoraj się wściekał, a dziś ma strasznie dobry humor i mi dokucza – oznajmiła.
- Co on ma takie zmienne nastroje?
- Nie wiem, wczoraj poszedł jeździć na desce, a wrócił zadowolony. Nawet nie krzyczał, że wzięłam jego laptopa. Wszedł do domu i zamknął się w swoim pokoju. A gdy zobaczyłam rano siniaka na jego biodrze zapytałam, co mu się stało. Ten wyszczerzył się w uśmiechu i oznajmił, że miał mały incydent z dziewczyną…
Na ostatnie słowa Jess mało nie spadłam z krzesła. Byłam pewna, że pomiędzy wierszami mówił o mnie. Ale z czego on się cieszył? Faceci, kto ich zrozumie…
- Jak zobaczysz Natha to mów – poprosiła Jess, ona naprawdę miała zamiar się przed nim ukrywać.
Nie spotkałyśmy go aż do długiej przerwy. Szłyśmy właśnie korytarzem na stołówkę, gdy w pewnym momencie Jess krzyknęła. Obok niej pojawił się Nathan i objął siostrę ramieniem.
- Hej mała – przywitał się z nią.
- Tylko nie mała! – oburzyła się blondynka – I nie strasz mnie tak więcej.
- Też Cię kocham – Nath się uśmiechnął i mocniej objął Jessicę.
- Odczep się! – krzyknęła na brata ale ten i tak nic sobie z tego nie robił.
Tak weszli na stołówkę i tak stali w kolejce. Jessica próbowała na wszystkie możliwe sposoby pozbyć się Natha ale nie szło jej to zbyt dobrze. Na prośbę koleżanki usiadłam z nimi przy stoliku, gdyż nie było Eve i Jamesa i ich paczki.
- Nathan! – wydarła się Jess – Uspokój się z tymi czułościami!
- Raz na jakiś czas chcę się poprzytulać do siostry to ta się wścieka. I weź tu zrozum kobiety – lamentował Nath.
- Chętnie powiedziałabym tej dziewczynie, która tak Cię uszczęśliwiła jakkolwiek to znaczy, do słuchu…
Jej, znowu chodziło o mnie, musiałam ratować swoją skórę.
- Jess, nie przejmuj się, przejdzie mu – starałam się powiedzieć to normalnym tonem, by nie wzbudzić jej podejrzeń. Tym samym miałam nadzieję, że Nathan podejmie tą grę i nic nie powie swojej siostrze.
- Jesteś tego pewna? – zapytał, a nasze oczy się spotkały.
- Tak – oznajmiłam pewna siebie. Teraz wystarczyło, żebym go trochę wkurzyła – I nie myśl sobie, że jedno „przepraszam” załatwi sprawę – powiedziałam zanim pomyślałam, jeszcze chwila a sama się wygadam.
- To były dwa słowa „przepraszam” – ciągnął Nath.
- Nawet dwa nie pomogą – Jessica nic nie mówiła, bo nic nie rozumiała z naszej wymiany zdań – Ja tak szybko nie wybaczam.
- To może powiem Jess, kim była ta dziewczyna? – rzucił, a ja wybałuszyłam oczy – Tak nagle ucichłaś?
Zacisnęłam pięści, chciałam wstać i zdzielić go w tą twarzyczkę.
- O co wam chodzi? – zapytała wreszcie Jessica.
- Otóż, to Lou była tą dziewczyną, o której mówiłem rano – zaczął Nath – Wpadła na mnie wczoraj, jak jeździłem na desce…
- Mogłeś mi nie wchodzić na drogę – warknęłam.
Jess zrobiła tylko minę WTF?!
- Lou nic Ci nie powiedziała? – Nath udał zdziwionego, lub po prostu głupiego – Każda dziewczyna na Twoim miejscu by się tym chwaliła…
- Mam się chwalić, że wpadłam na takiego kretyna, który zresztą sam pojawił się na mojej drodze?!– krzyknęłam i zerwałam się na nogi – I nie jestem każdą! Zapamiętaj to sobie! – po czym odwróciłam się i chciałam odejść.
- Nie skończyłem jeszcze! – tym razem to Nathan się oburzył.
- Pierdol się Sykes! – i pokazałam mu środkowy palec. Znowu wszystkie oczy na stołówce były zwrócone w moją stronę.
Szybko opuściłam tą salę i ruszyłam korytarzem w poszukiwaniu klasy, gdzie miała odbyć się kolejna lekcja. Szukałam jej dobre 10 minut ale bez rezultatów. Wszystko przez Nathana, jeszcze nikomu nie udało się mnie tak wkurzyć. Chodziłam i chodziłam, aż wreszcie jakimś cudem znalazłam się na korytarzu prowadzącym do sali gimnastycznej. Już miałam zawracać, gdy poczułam jak ktoś zasłania mi usta dłonią i ciągnie do jakiegoś pomieszczenia. Ten ktoś popchnął mnie na ścianę tak mocno, że uderzyłam w nią głową. Jęknęłam z bólu, a przed oczami zobaczyłam gwiazdki. Po kilku chwilach, gdy minęło zamroczenie zobaczyłam napastnika. Był to jeden z tych szkolnych mięśniaków, był wysoki, łysy i napakowany. Zaczął mnie całować. Próbowałam się bronić, wydostać z tego pomieszczenia ale wszystkie moje siły uszły ze mnie, gdy dotarł do mnie fakt, że mogę paść ofiarą gwałtu…
Ja ofiarą gwałtu? Nigdy w życiu, nikt mnie tak nie schańbi! Musiałam racjonalnie i szybko myśleć. Jak się bronić? Wiem! W którejś kieszeni torby miałam długopis z prądem. Jedną ręką po omacku szukałam odpowiedniej kieszeni. Znalazłam ją w samą porę, gdyż chwilę potem torba zsunęła mi się z ramienia i wylądowała na podłodze. Mięśniak zaczął mnie rozbierać. Krzyknęłam ale w zamian uderzył mnie w twarz. Bez chwili wahanie dźgnęłam go tym długopisem w ramię. Na moment chłopak rozluźnił uścisk, wykorzystałam sytuację i kopnęłam go kolanem w czułe miejsce w chwili. Gdy okładałam oprawcę gdzie popadnie drzwi się otworzyły i do środka wpadł zdyszany…. Nathan.
- Już, uspokój się – Nath odciągnął mnie od leżącego na ziemi chłopaka.
- Nie daruję mu tego! – próbowałam wyrwać się Nathanowi ale mocno trzymał mnie w ryzach.
Nagle do pomieszczenia wszedł sam dyrektor i dwóch ochroniarzy.
- Co tu się dzieje?! – zapytał groźnie – Wszyscy do mojego gabinetu, natychmiast! – zarządził dyrektor i wyszedł.
- Chodź – szepnął Nath i pociągnął mnie za rękę, z kolei ochroniarze pomogli dwóm mięśniakom.
Wszyscy siedzieliśmy przed gabinetem dyrektora pilnowani przez owych ochroniarzy.
- Dzwoniłem do Waszych rodziców, zaraz przyjadą – oznajmił dyrektor, gdy na chwilę opuścił swój gabinet. Wrócił do niego i zasiadł za biurkiem, był zdenerwowany całą tą sytuacją.
- Co ty tam robiłeś? – zapytałam Natha.
- Szedłem na lekcje – oznajmił.
- Dzięki – rzekłam, a on kiwnął głową.
Pierwsi przyjechali moi rodzice. Gdy mnie zobaczyli podbiegli i zaczęli zadawać pytania. Opowiedziałam im wszystko, na co mój tata rzucił się w stronę mojego oprawcy w celu dokopania mu. Jednak ochroniarz powstrzymał go, a szkoda.
- Dziękuję – rzekł tata i podał dłoń Nathowi, tak samo zrobiła moja mama.
Kilka minut później przybyli rodzice Nathana i mięśniaków. Gdy już wszyscy byli pojawił się dyrektor i jako pierwszych zaprosił Nathana z rodzicami. Państwo Sykes dość sporo czasu spędzili na rozmowie z dyrektorem, a gdy wyszli nie byli zadowoleni.
- I co? – zapytałam od razu.
- Zostałem zawieszony, tamci też… - oznajmił Nath.
Krew we mnie zawrzała. Nathan zawieszony, bo chciał mi pomóc, a tamci, że próbowali mnie zgwałcić?! Chyba żart. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
- Poczekaj – poprosiłam Natha i jak burza wparowałam do gabinetu, rodzice za mną.
Zaczęłam krzyczeć, że to niesprawiedliwe, że w jednakowy sposób potraktował chłopaków. Nawet wymusiłam płacz, kiedy opowiadałam co zaszło w pomieszczeniu, oczywiście zabarwiłam troszeczkę całą historyjkę.
- On naruszył moją godność! – szlochałam – Niech pan coś z tym zrobi! Nie wrócę do szkoły, jeśli on nadal tu będzie!
To była gra, którą rodzice szybko podchwycili i popierali mnie. Mama też się rozpłakała, na myśl, że jej córka mogła paść ofiarą gwałtu. Dyrektor patrzył na nas z politowaniem i nie wiedział, co ma zrobić. Ale jednak zmienił zdanie, obiecał cofnąć zawieszenie Nathana, a mojego oprawcę usunąć ze szkoły, zawieszenie nadal obowiązywało drugiego mięśniaka. Gabinet opuściłam cała zapłakana, by rodzice tamtych kretynów zobaczyli, jak zostałam „skrzywdzona”.
Gdy tamci zniknęli za drzwiami gabinetu szybko wytarłam rękawem łzy z twarzy i przekazałam nowe wieści Nathowi.
- Zawieszenie zostało cofnięte, jutro normalnie przychodzisz do szkoły – rzekłam już z uśmiechem na twarzy.
- Jak to zrobiłaś?
- Trochę płaczu, lekko zabarwiona historyjka i gotowe.
- Jesteś niesamowita – również się uśmiechnął – Dzięki.
- To teraz jesteśmy kwita – przybiliśmy piątkę – Do zobaczenia jutro.
Nasze rodziny pożegnały się i opuściliśmy budynek szkoły. Gdy wracaliśmy do domu nie rozmawiałam z rodzicami, słyszałam tylko, jak wychwalają Nathana i jego chęć pomocy. W kompletnej ciszy zjedliśmy obiad, potem poszłam do siebie odrobić lekcje. Gdy skończyłam odwiedziłam portale społecznościowe. Ku mojemu zaskoczeniu na facebooku czekała na mnie wiadomość.
„Przez to wszystko zapomniałem zapytać, jak się czujesz.” Brzmiała wiadomość, której nadawcą był Nathan.
Odpisałam mu szybko. „Lepiej późno niż wcale. Nic mi nie jest ale całe te zajście na pewno odbiło się na mojej psychice L”
Nie zdążyłam się obejrzeć, a już miałam odpowiedź. Czyżby siedział teraz przy komputerze?
„Nie zamartwiaj się, zapomnisz o tym i wszystko wróci do normy ;***” Buziak? Byłam lekko zaskoczona.
- Lou, chcesz obejrzeć z nami film? – zawołała z dołu mama.
- Tak, już idę – odpowiedziałam.
Szybko wystukałam odpowiedź „Mam nadzieję. To jak, chyba czas zakopać topór wojenny, co? J A teraz wybacz, mama mnie woła. Dzięki za troskę” Poszło, odczekałam chwilę i dostałam odpowiedź.
„A była jakaś wojna między nami? J Jasne, już nie przeszkadzam” Na pierwsze zdanie wybuchłam śmiechem, jeszcze tylko wysłałam mu zaproszenie do grona znajomych i wyłączyłam laptopa, po czym zeszłam na salonu, gdzie siedzieli już rodzice. Na ławie stał popcorn, ciastka i o dziwo butelka wina i dwa piwa. Usiadłam między rodzicami i zaczęliśmy seans.
Znów brak mi słów...

Brak Ci słów bo jest takie zajebiste jak mniemam xd
OdpowiedzUsuńJEST ŚWIETNE!
Ach, skąd ja znam to zabarwianie historii xd :D Pisz następny! <3
A mi brak słów, bo to jest takie świetne< 33 Naprawdę zajebiste; **
OdpowiedzUsuńPisz szybko next. Kocham twoje opowiadanie< 33
zajebiste !!!! czekam na nexta ;***
OdpowiedzUsuńTobie brak słów i mi bark słów by opisać jaki ten rozdział jest wspaniały ;D <33
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;D
Nie tylko Tobie brakuje słów- mi również. Super rozdział i oby tak dalej :D
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na następny rozdział :)
Super Nath !:))
OdpowiedzUsuńMoment z "pierdol się Sykes" no normalnie chciałabym to zobaczyć :**
Czekam na więcej !
Z tym uhahanym Nathanem z powodu stłuczki to było świetne ;)
OdpowiedzUsuńOgólnie wszystko jest wspaniałe i w ogóle ;]
Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńaaaar, no zaczepistee <3
OdpowiedzUsuńTwoje rozdziały powalają mnie na kolana i nic mnie nie obchodzi to, że brak Ci słów! xd
kocham cie <:
OdpowiedzUsuń